sobota, 6 czerwca 2026

CZANTORIA

Czantorię (49°40'59.3"N 18°49'09.4"E / 49.683139, 18.819278) pamiętam bardzo dobrze, głównie za sprawą wyciągu krzesełkowego. Wjechałem na nią dwukrotnie — prawdopodobnie około 1972–1973 oraz ponownie w latach 1975–1977 — i z obu tych przejazdów zachowały się pamiątkowe fotografie.

Rok 1972 lub 1973, na wyciągu krzesełkowym na górę Czantorię wraz z moją mamą. Na następnym krzesełku siedzi moja ciocia, która była wraz z nami.

Co ciekawe, na obu zdjęciach siedzę na tym samym krzesełku! Z tyłu widoczne jest krzesełko jadące w przeciwnym kierunku z numerem „95”, co pozwoliło mi po latach zauważyć tę zabawną zbieżność.

Rok 1975, 76 lub 77. Wjeżdżam na Czantorię na tym samym krzesełku, co parę lat temu-co za zbieg okoliczności! Moja mama tym razem siedzi na krzesełku za mną.

Podczas pierwszego pobytu mieszkaliśmy w Wiśle (miejscowości) i często kąpałem się w Wiśle — najdłuższej rzece Polski — a nawet przepływałem ją z jednego brzegu na drugi. Dziś przypomina mi to mój późniejszy (w 2024 roku) „wyczyn” przepłynięcia wpław najdłuższej rzeki Stanów Zjednoczonych, Mississippi, w Minnesocie, którym „chwaliłem się” już w moim turystycznym BLOGU. Wygląda więc na to, że mam w ten sposób „zaliczone” dwie słynne rzeki na dwóch kontynentach! Muszę sprawdzić, ile jeszcze potrzeba przepłynąć rzek, aby znaleźć się w Księdze Guinness'a...

Podczas drugiego pobytu wakacje spędzaliśmy w Ustroniu-Zawodziu. O ile dobrze pamiętam, mieszkaliśmy w tzw. „Piramidach” — bardzo charakterystycznym i nowoczesnym jak na owe czasy kompleksie budynków sanatoryjno-wypoczynkowych, który do dziś pozostaje jednym z symboli Ustronia.

W czasie tego pobytu doszło również do nieprzyjemnego i dramatycznego wydarzenia. Moja babcia na naszych oczach uległa wypadkowi — na rogu ulic Daszyńskiego i Grażyńskiego została potrącona przez motorower prowadzony przez młodego chłopaka, obok którego na motorze jechał jego ojciec. Z tego, co pamiętam, była to jej wina i mam nadzieję, że chłopak nie nosił później z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Babcia spędziła kilka długich tygodni w szpitalu, ale mimo wieku wróciła do zdrowia i wyszła z tego bardzo ciężkiego doświadczenia.

Niedawno odkryłem jeszcze jedną ciekawostkę. Około 200 metrów od miejsca tego zdarzenia, przy ulicy Zielonej 2 (49°43'15.1"N 18°48'54.6"E / 49.720861, 18.815167), znajdowała się willa Edwarda Gierka, ówczesnego I sekretarza KC PZPR, a po przeciwnej stronie ulicy — willa Jerzego Ziętka, legendarnego śląskiego działacza i polityka. To interesujące, jak często po latach okazuje się, że miejsca z naszych wspomnień kryją nieoczekiwane historyczne powiązania.

Blogs are also available in the English language / Blogi są również dostępne w języku angielskim

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/

14 komentarzy:

  1. Witaj już czerwcowo Jack
    Piękna relacja z Czantorii! Świetne zdjęcia i opis doskonale oddają klimat górskiej wędrówki. Takie miejsca przypominają, że czasem najcenniejsze są właśnie chwile spędzone na szlaku i możliwość podziwiania natury. Szkoda tylko, że te wspomnienia przypominają też o wypadku Twojej babci.
    Pozdrawiam urzekającym zapachem jaśminu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Górskie wędrówki z plecakiem w czasach PRL-u były cudowne. I chociaż tutaj gór nie ma, przepiękna natura rekompensuje wszystko z nawiązką.

      Jak to mówi słynny werset z Biblii, „Wszystko ma swój czas i każda sprawa ma swoją porę. Jest czas płaczu i czas śmiechu”.

      Czasami te dwa ostatnie pojawiają się w tym samym czasie 😟 i trzeba to zaakceptować.

      Pozdrawiam czerwcową, wreszcie słoneczną i letnią pogodą!

      Usuń
  2. Czantorię miło wspominam, raz wjazd kolejką, raz na nogach.
    A nie, jeszcze za PRLu, weszliśmy z Jaszowca, tam był nasz ośrodek wczasowy, a na górze strażnik i zakaz fotografowania...
    W schroniskach bywała tylko słodka herbata i bigos:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Jaszowcu też byłem, ale niewiele pamiętam. Zakaz fotografowania? Ciekawe! Raz widziałem pracownika schroniska, bodajże na Luboniu Wielkim, który zwracał uwagę turystom, aby nie robili zdjęć stacji nadawczej radiowo-telewizyjnej, znajdującej się na szczycie. Śmieszne!

      Ja po górach przestałem chodzić na początku 1978 roku, ale mogę sobie wyobrazić, że w latach 1980-81, gdy w "normalnych" sklepach i restauracjach były pustki, w schroniskach zaopatrzenie musiało być tragiczne.

      Usuń
  3. Czantorię znam tylko z nazwy, taka ładna i dźwięczna.
    No masz jeszcze tych kilka rzek do przepłynięcia ;-)
    Takie zdjęcia po latach mają wagę nie tylko sentymentalną, to wręcz dokument. Widać jak wyglądała infrastruktura, jak się zmieniała moda, fryzury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, rzek mi trochę jeszcze zostało do pokonania… może i w to lato wybiorę się ponownie do Minnesoty i znowu przepłynę rzekę Mississippi kilka razy w celach treningowych 😁

      Uwielbiam porównywać te same miejsca ze starymi zdjęciami! Ostatnio uczyniłem to na moim blogu turystycznym, pisząc o parku Bon Echo, nawiedzonym przez burzę wiatrową, która zdewastowała jego część i radykalnie zmieniła wygląd miejsc, w których tyle razy biwakowałem.

      Nawet nie myślałem o zdjęciach w kontekście mody i fryzury—ale rzeczywiście, gdy patrzę na takie zdjęcia, to od razu rzucają mi się w oczy długie włosy, jakie nosili chłopaki, włącznie ze mną. Obecnie jestem zadowolony, że W OGÓLE mam jakieś włosy...🤣

      Niedługo zamieszczę parę zdjęć ze spływu Dunajcem w końcu lat 60. XX wieku. Są one dosłownie historyczne, bo od tego czasu powstała tama i Jezioro Czorsztyńskie.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Bardzo ciekawe wspomnienia! Tych zdjęć z dzieciństwa mamy tak niewiele, a teraz możemy ich robić dowolną ilość każdego dnia i to telefonem... W ciągu naszego życia nastąpił wielki postęp techniczny.
    Która rzeka była dla Ciebie większym wyzwaniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz!

      Chociaż zdjęć robimy obecnie tysiące, często ich ilość nie przekłada się na jakość. Czasami trochę tęsknię za fotografią analogową, gdy klisza miała jedynie 36 zdjęć i przed zrobieniem każdego trzeba było pomyśleć, zanim się pstryknęło.

      Myślę, że rzeka Mississippi była większym „wyzwaniem” 😁, bo nabawiłem się kilku drobnych zadrapań z powodu jej dość kamienistego dna 😂

      Usuń
    2. Wartość to może i miały, bo wszystko co rzadkie wydaje nam się wartościowe. Ale nie wydaje mi się, że ich jakość była lepsza. 😜 A co Ty robiłeś na dnie Mississippi? Szukałeś złota? 😀

      Usuń
    3. Jakość na pewno jest lepsza. Moje dwa ówczesne aparaty—radzieckie lustrzanka Zenit oraz kieszonkowa Czajka — wymagały manualnego ustawienia nie tyko ostrości, ale też przesłony i czasu naświetlania. Często ustawione przeze mnie parametry nie były właściwe i zdjęcia wychodziły nie tylko nieostre, ale też zbyt jasne lub zbyt ciemne. Niemniej jednak wielokrotnie widuję przedwojenne zdjęcia, czarno białe, który jakość, ostrość i kompozycja o niebo przewyższają obecne.

      Z przyjemnością szukałbym w Mississippi złota, ale już byli tacy spryciarze przede mną, którzy go odgrzebali i zostawili dla mnie jedynie muł. Tym bardziej, że dno znajdowało się zaledwie pół metra od lustra wody 😁

      Usuń
    4. "Przed wojną to, przed wojną tamto"... I "kiedyś było lepiej"...Swoje przekonania trzeba weryfikować nieustannie, w przeciwnym wypadku można utknąć w martwym punkcie.
      W Minesocie Mississippi jest jeszcze malutka, ale mimo to należą Ci się gratulacje.

      Usuń
    5. Dziękuję za gratulacje! Więcej szczegółów i zdjęć na temat tego "osiągnięcia" jest w moim blogu, https://ontario-nature-polish.blogspot.com/2026/02/minnesota-sierpien-wrzesien-2024.html (trzeba przewinąć stronę w dół mniej więcej 75%, aby od razu to zobaczyć).

      Usuń
  5. Też mam fotkę z tego miejsca. Jesteśmy w podobnym wieku, na to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był dobry pomysł kupienie tych zdjęć. Jestem z 1962.

      Usuń