Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanada. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lipca 2026

HARCERSTWO I NURKOWANIE — KLUB PODWODNY WANDA (CZĘŚĆ 1/2)

Harcerstwo — HKP Wanda — Kurs nurkowania — Nurkowanie w Polsce i w Kanadzie — Żeglarstwo — Lotnictwo — Pływanie na kanu w Kanadzie


Harcerzem nigdy nie byłem, jedynie zuchem — w 1969 roku, w pierwszej klasie szkoły podstawowej, i to nie dłużej niż przez jeden miesiąc. Nie mam pojęcia dlaczego, ponieważ harcerstwo w naszej szkole działało bardzo prężnie. Nie przypominam sobie jednak, aby należeli do niego moi najbliżsi koledzy, co zapewne było głównym powodem, dla którego nie kontynuowałem członkostwa w tej organizacji. Na szczęście nie było żadnego przymusu ani szczególnej presji, aby do niej wstąpić. (Harcerstwo, czyli polski ruch skautowy, odgrywało w PRL-u ważną rolę wychowawczą. Chociaż organizacja pozostawała pod wpływem władz komunistycznych, członkostwo w niej nie było formalnie obowiązkowe.)

W 1978 roku zapisałem się na kurs nurkowania organizowany przez Harcerski Klub Podwodny Wanda (HKP Wanda), którego zajęcia odbywały się na krytej pływalni Legii w Warszawie. Jeździliśmy również nurkować w podwarszawskich stawach i jeziorkach.

Wraz z instruktorem, prezesem i założycielem klubu Piotrem K. (z lewej strony) - nurkowanie na podwarszawskim Jeziorze Dziekanowskim, czerwiec 1979 roku

Nurkowanie lubiłem, ale nigdy specjalnie mnie nie wciągnęło — być może dlatego, że polskie jeziora były dość zamulone i zimne, a żeby zobaczyć coś ciekawszego, trzeba było schodzić głębiej, często z latarkami. Bardziej zaawansowani płetwonurkowie wspominali o leżących na dnie pojazdach (gdy Niemcy wycofywali się zimą po zamarzniętych jeziorach, zdarzało się, że lód załamywał się pod ciężarem sprzętu i pojazdy znikały pod wodą), a nawet o wrakach samolotów wojskowych.
Nurkowanie na Jeziorze Dziekanowskim z Jarkiem Ł. (po prawej), czerwiec 1979 r. Zastanawiam się, gdzie się podziały te moje gęste włosy?

O wiele bardziej odpowiadało mi nurkowanie z rurką na Karaibach. Już na głębokości jednego czy dwóch metrów można było podziwiać przepiękne rafy koralowe — zrobiłem nawet trochę zdjęć — a na głębokości 10 czy 20 metrów widoki musiały być jeszcze bardziej imponujące. Mimo to również wtedy nie zainteresowałem się nurkowaniem z butlą, chociaż uzyskanie certyfikatu było tam nieporównywalnie łatwiejsze niż w Polsce. Ba, niektórzy wręcz twierdzili, że de facto certyfikat po prostu się kupowało...

Nurkowanie z rurką na Kubie, styczeń 2010 roku

Z drugiej strony poznałem człowieka, który posiadał własny sprzęt i nurkował zarówno w Ontario, jak i na Karaibach bez jakiegokolwiek certyfikatu, ponieważ — jak twierdził — nigdy nikt go nie wymagał, a teorię i praktykę znał doskonale. Można i tak...

Natomiast w Kanadzie — a dokładnie w Ontario — miejscowość Tobermory  (45°15'28.3"N 81°39'49.5"W / 45.257861, -81.663750), położona na krańcu Półwyspu Bruce (Bruce Peninsula), około 300 km na północny zachód od Toronto, przyciąga entuzjastów nurkowania z całego świata.

Tobermory, Ontario - mekka dla płetwonurków!

Położony na krańcu Półwyspu Bruce akwen słynie z wyjątkowych możliwości nurkowania w wodach słodkich, charakteryzujących się niezwykłą przejrzystością. Widoczność pod wodą często sięga od 12 do 24 metrów, dorównując najlepszym tropikalnym miejscom nurkowym. Obszar ten może się poszczycić ponad 20 doskonale zachowanymi wrakami statków znajdującymi się na terenie Narodowego Parku Morskiego Fathom Five, na głębokościach od 3 do ponad 45 metrów, odpowiednich dla nurków o każdym poziomie zaawansowania 1)⬇. Fathom Five National Marine Park był pierwszym narodowym parkiem morskim w Kanadzie i jest uważany za jedno z najlepszych miejsc do nurkowania w Ameryce Północnej.

😁

CIEKAWOSTKA: W miasteczku Tobermory kończy się droga, a na wyspę Manitoulin Island (największą na świecie wyspę śródlądową) kilka razy dziennie kursuje prom.
W 2016 roku młoda kobieta, jadąc późną nocą w ulewnym deszczu i mgle, kierowała się wskazaniami GPS-u. Pomyliła rampę dla łodzi z przedłużeniem drogi i wjechała prosto do lodowatej wody zatoki Georgian Bay. Udało jej się wydostać z samochodu i przepłynąć 30 metrów do brzegu w wodzie o temperaturze zaledwie 4°C. Przemoczona i wyziębiona dotarła do pobliskiego hotelu, aby wezwać pomoc.

Jezioro Dziekanowskie, czerwiec 1979 r.

Po przyjeździe do Kanady rozważałem zapisanie się do klubu płetwonurkowego i ukończenie kursu, jednak zniechęciła mnie duża ilość sprzętu, jaki trzeba posiadać i ze sobą wozić. Poza tym o wiele bardziej interesowały mnie prostsze aktywności, niewymagające dużych nakładów finansowych ani zakupu specjalistycznego wyposażenia. I jednak wolałem pływać NA wodzie, a nie POD wodą...

Bardzo poważnie zastanawiałem się również nad zapisaniem się do klubu żeglarskiego i nawet w połowie lat 80. odwiedziłem dwa takie kluby położone nad Jeziorem Ontario. Tutejsze żeglarstwo bardzo różni się jednak od tego w Polsce. Na otwartych wodach Jeziora Ontario żeglowanie wydaje mi się raczej monotonne, natomiast na wodach przepięknej zatoki Georgian Bay (45°21'32.2"N 80°54'57.8"W / 45.358944, -80.916056),  będącej częścią jeziora Huron, bywa ono niebezpieczne z powodu tysięcy wysp i skał. Dlatego żaglówki spotyka się tam stosunkowo rzadko, a dominują łodzie motorowe.

Typowy krajobraz na zatoce Beaverstone Bay, części zatoki Georgian Bay w pobliżu wyspy Philip Edward Island (2010 r.) Przepiękne widoki, ale pływanie motorówkami lub żaglówkami jest niebezpieczne z powodu licznych skał.

Przepiękne, malownicze brzegi, uformowane ze skał typowych dla Tarczy Kanadyjskiej, są w praktyce trudno dostępne dla większych jachtów. Nawet najbardziej doświadczeni wodniacy miewają tam wypadki, uderzając w podwodne skały lub brzeg — czego dwukrotnie byłem świadkiem, podobnie jak widoku motorówek po takich kolizjach.

Trzeba również uwzględnić koszty zakupu i utrzymania żaglówki. Rozmawiając z żeglarzami, byłem nieco zszokowany całkowitymi wydatkami związanymi z transportem, zimowaniem jednostki w marinach oraz jej ubezpieczeniem. Jeden z moich klientów kupił jacht, którego wyposażenie w elektronikę, akumulatory, GPS, panele słoneczne i inne gadżety kosztowało go mnóstwo pieniędzy, czasu i wysiłku — a mimo to spędzał na wodzie latem niecały miesiąc.

Natomiast żeglarstwo morsko-oceaniczne kompletnie do mnie nie przemawiało, pomimo iż miałem okazję popłynąć zarówno na Karaiby, jak i wzdłuż wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych.

Na południu od wyspy Philip Edward Island na północnej części zatoki Georgian Bay w Ontario (2010 r.) Krajobraz jest niesamowity... lecz nie wyobrażam sobie pływania na tym akwenie żaglówkami. Natomiast kanu jest idealne!

Mogę jeszcze dodać, że przez pewien czas poważnie rozważałem zrobienie... licencji pilota ! Skorzystałem nawet z dwóch lotów zapoznawczych, podczas których instruktor oczywiście pozwolił mi przejąć stery i gorąco zachęcał do zapisania się na kurs.

Na szczęście szybko porzuciłem ten pomysł. Po przejrzeniu podręczników doszedłem do wniosku, że nie bardzo mam ochotę przyswajać ogromne ilości różnorodnych informacji, zwłaszcza że zdawałem sobie sprawę, iż samodzielnie latałbym bardzo rzadko. I chociaż kilka razy leciałem jako pasażer małymi samolotami przystosowanymi do lądowania na wodzie, staram się unikać tego rodzaju środka transportu.

Park Bon Echo Provincial Park w Ontario, miejsce naszych nieudanych prób pływania na kanu w 1991 roku. Od tego czasu odwiedziłem ten park ponad 20 razy i wielokrotnie pływałem na kanu wzdłuż tej imponującej skały Mazinaw Rock, na której znajduje się 260 indiańskich naskalnych malunków, wykonanych od 300 do 1000 lat temu.

W 1991 roku, będąc z kolegą na biwaku w przepięknym Parku Bon Echo w Ontario, po raz pierwszy wypożyczyliśmy kanu. Niestety, okazało się ono tak straszliwie wywrotne, że pomimo licznych prób nie potrafiliśmy nawet do niego wsiąść — czym dostarczyliśmy sporo rozrywki obserwującym nas turystom. Zamiast kanu otrzymaliśmy starą łajbę wiosłową, która okazała się znacznie stabilniejsza.

Chyba tylko kanu (lub kajak) pozwala na tak bliskie obcowanie z tego rodzaju przepięknymi, skalnymi terenami. Zatoka Georgian Bay, na wyspie Solomon Island, widok na południowe brzegi wyspy Philip Edward Island.

W 1995 roku zapisałem się w Toronto do klubu nad Jeziorem Ontario na weekendowy kurs pływania na kanu, a kilka miesięcy później, w sierpniu 1995 roku, wziąłem udział w pierwszej tygodniowej wyprawie biwakowo-kanu po absolutnie przecudownej French River (Rzece Francuskiej) oraz zatoce Georgian Bay w Ontario. Była to jedna z najpiękniejszych wycieczek mojego życia. Jeszcze tego roku wybrałem się na 3 następne wyprawy biwakowo-kanu do Stanów Zjednoczonych: pływaliśmy po rzece Current River w stanie Missouri, w mokradłach/bagnach Okefenokee Swamp w południowej Georgii i północnej Florydzie i w cudownym parku Everglades w południowej części Florydy i na Zatoce Meksykańskiej. Pływanie na kanu naprawdę mnie wciągnęło!

Moja współtowarzyszka podróży i współwłaścicielka kanu podczas naszej dziewiczej wyprawy nowym kanu dookoła wyspy Philip Edward Island na północy zatoki Georgian Bay w 2010 roku. To była niepowtarzalna podróż! Właśnie jesteśmy koło skały, którą Catherine ochrzciła "The Kissing Rock", bo przypomina jej Hershey's Kisses (czekoladki firmy Hershey's). W następnych latach kilkakrotnie płynęliśmy tą trasą i zawsze się koło niej zatrzymywaliśmy.

Od tamtej pory kanu stało się integralną częścią moich wakacyjnych wojaży. W 2010 roku kupiłem własne kanu (a właściwie wspólnie z moją towarzyszką podróży), które pozwoliło nam odbyć ponad 100 wycieczek, dopłynąć do ogromnej liczby przepięknych miejsc, biwakować w niepowtarzalnych i trudno dostępnych zakątkach, a także kilkakrotnie zobaczyć podwodne wraki statków.

Rzeczywiście, wielokrotnie zastanawiam się, jakim cudem tą malutką łajbą można dopłynąć w tak wiele miejsc, a często na otwartych wodach rozległych jezior

Nieraz sam byłem zdziwiony, że tak mała, lekka, prosta i wręcz prymitywna łajba umożliwia eksplorację najpiękniejszych, ledwie dostępnych zakątków — zatoczek, przesmyków, skalnych wysepek, odnóg, wąskich kanałów i bardzo płytkich akwenów. A gdy brakuje wody, również da się przemieścić dalej, pchając kanu po piasku, płyciznach czy trzcinach lub, w najgorszym przypadku, przenosząc je na plecach. Poza tym bardzo szybko można dopłynąć do brzegu, rozbić namiot, wciągnąć kanu na skały i przy ognisku podziwiać niezapomniane widoki, nie martwiąc się praktycznie o nic więcej.

Fragment wyspy Philip Edward Island, widok z satelity

Zachodnia część wyspy Philip Edward Island.

Jak widać na mapie oraz na powyższym zdjęciu satelitarnym, otaczające wyspę wody zatoki Georgian Bay usiane są niezliczonymi wyspami, maleńkimi skalnymi wysepkami, zatoczkami i wąskimi przesmykami. W rzeczywistości jednak zarówno mapa, jak i zdjęcie satelitarne nie oddają złożoności tego obszaru i pokazują jedynie niewielką część tutejszego labiryntu skalnych raf oraz wysepek.

Niektóre z tych skał znajdują się tuż pod powierzchnią wody i są niemal niewidoczne. Nawet płynąc kanu, wielokrotnie uderzaliśmy o nie dnem. Mimo że przez cały czas korzystałem z odbiornika GPS, nieraz gubiłem się w tym prawdziwym labiryncie. Przed upowszechnieniem się nawigacji satelitarnej nawet najbardziej doświadczeni wodniacy potrafili stracić wiele czasu na odnalezienie właściwej trasy.

Dlatego żeglarze, jeśli decydują się na żeglugę po tych akwenach, muszą trzymać się z dala od skalistych brzegów i niebezpiecznych płycizn. A przecież właśnie tam kryją się najpiękniejsze zakątki tego niezwykłego krajobrazu! To właśnie kanu, kajak lub niewielka łódka pozwalają stosunkowo bezpiecznie manewrować pomiędzy skalnymi wysepkami i przesmykami oraz podziwiać ich niepowtarzalne piękno i spektakularny charakter.

Warto dodać, że podobnie wygląda znaczna część wschodnich wybrzeży zatoki Georgian Bay.

Wracając do naszego pierwszego niefortunnego doświadczenia z kanu w 1991 roku — zanim kupiłem własną łajbę, wielokrotnie odbywaliśmy dłuższe wycieczki wypożyczonymi kanu. Od czasu do czasu trafiały nam się jednostki bardzo wywrotne i niestabilne — do tego stopnia, że każdy bardziej gwałtowny ruch musieliśmy wykonywać niezwykle ostrożnie. Często byliśmy wręcz zmuszeni siadać na podłodze kanu, aby obniżyć środek ciężkości i uniknąć potencjalnej wywrotki.

Grundy Lake Supply Post, sierpień 2010 r. Z naszym nowym kanu, które kupiliśmy parę minut temu! I po 16 latach nadal świetnie nam służy. Samochód zresztą też, chociaż oczywiście ma o wiele więcej lat i obecnie (lipiec 2026 r.) prawie 250.000 km. Pewnie mój następny samochód będzie przypominał komputer na kołach i może sam jeździł. Ten posiada nawet okna otwierane na korbki i prócz skrzyni biegów, żadnej automatyki.

Sklep, który nam sprzedał kanu nadal istnieje, ale o kilometr na wschód, a to miejsce jest obecnie puste: niedługo będzie przechodziła tędy autostrada nr 400.

Nota bene, kanu stanowi naszą wspólną własność i zawsze zastanawialiśmy się, jak w razie sprzeczki go podzielimy: czy przetniemy go na pół horyzontalnie, czy też wertykalnie?

Obecnie mogę definitywnie stwierdzić, że nasze kanu jest absolutnie idealne: obszerne (5,2 metra / 17 stóp), bardzo stabilne, szybkie i lekkie (poniżej 27 kg / 60 funtów) — tak doskonałe, że dałbym mu ocenę 10 na 10 gwiazdek!

Zresztą przez ponad 15 lat pływania ani razu nie mieliśmy wywrotki, chociaż zdarzyło się kilka sytuacji, kiedy naprawdę mocno się przestraszyliśmy, gdy fale przelewały się przez burty.

Tak więc w 1991 roku w Parku Bon Echo po prostu trafiliśmy na wyjątkowo wywrotne kanu — najmniej odpowiednie dla początkujących.

Z punktu widzenia współczynnika korzyści do kosztów (benefit/cost ratio) uważam, że w przypadku posiadania i użytkowania kanu jest on niezwykle wysoki — nieporównywalnie wyższy niż w przypadku nurkowania czy żeglowania (przynajmniej dla mnie).

Najlepszym dowodem są chyba moje liczne bilingwalne blogi turystyczne, poświęcone między innymi wyprawom kanu: www.ontario-nature-polish.blogspot.ca.

P.S.
Ten blog miał być głównie o nurkowaniu, a wyszło o pływaniu na kanu... Od razu widać, co rzeczywiście jest moją prawdziwą pasją!

一一一一一一一一一一一一一一一一
Przypisy

1)⬆    Termin angielski "Marine", „Morski”, odnosi się ściśle do mórz i oceanów. Opisuje środowiska słonowodne oraz żyjące w nich rośliny i zwierzęta. Jeziora, rzeki i strumienie to ekosystemy „słodkowodne” lub „wodne”, a nie morskie. Istnieje jednak jeden wyjątek. Ogromne jeziora, takie jak Wielkie Jeziora w Kanadzie i w USA, są czasami nazywane „morzami słodkowodnymi” ze względu na swoje ogromne rozmiary. Chociaż mają one podobne do oceanu wzorce wiatru i falowania, naukowcy nadal nie nazywają ich ekosystemami „morskimi”, ponieważ nie charakteryzują się wysokim zasoleniem.

────────────────────────
CZĘŚĆ DRUGA — JUŻ WKRÓTCE!
────────────────────────

W następnym odcinku:

• Obóz płetwonurkowy na wyspie Szeroki Ostrów na Jeziorze Śniardwy w 1979 roku
• Olsztyn — krótki pobyt i garść wspomnień o tym mieście
• Nocny marsz z Piszu na Szeroki Ostrów 
• Spadająca flaga 22 lipca 1979 roku — zwiastun początku końca PRL-u
• Kreskówka Szymona Kobylińskiego w „Polityce”
• Zaniedbany cmentarz mazurski
• Nieoczekiwanie mocny sen
• Kwestionowanie Zbrodni Katyńskiej
• Ponad 50 lat „Wandy”

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/

środa, 6 maja 2026

Yvonne Saunders-Mondesire — kanadyjska lekkoatletka

Część III: Międzynarodowe zawody lekkoatletyczne Polska-Kanada-Wielka Brytania, 30 czerwca 1974 r. na stadionie "Skra" w Warszawie


Całkiem wyraźnie pamiętam moment, gdy podszedłem po autograf do czarnoskórej zawodniczki — jednej z niewielu kobiet obecnych na tych zawodach. Była nią Yvonne Saunders-Mondesire (ur. 1951), wszechstronna lekkoatletka, która w swojej karierze startowała w pięcioboju, skoku w dal, skoku wzwyż oraz biegach na 400 i 800 metrów.

Yvonne Saunders-Mondesire
Według mojej notatki, poprzedniego dnia ona wygrała bieg na 400 metrów z czasem 51,19 sekund. Co ciekawe, parę dni przedtem, 22 czerwca 1974 r. na tym samym stadionie, Irena Szewińska ustanowiła nowy rekord świata na 400 metrów z wynikiem 49,9 sekund i po raz pierwszy w historii zeszła poniżej bariery 50 sekund! Zresztą o tym wydarzeniu napisał w e-mailu do mnie Dean Bauck (zobacz dwa wpisy blogu do tyłu), który był jego świadkiem.
Nota bene, 6 października 1985 roku w Canberra, Australia, Marita Koch z Niemiec Wschodnich (NRD) ustanowiła rekord świata na 400 metrów z wynikiem 47,60 sekund. O dziwo, pozostaje on nadal jednym z najstarszych rekordów w lekkoatletyce i nie został dotąd pobity (przez ponad 40 lat). Niektórzy jednak kwestionują, czy rzeczywiście był on zdobyty w uczciwy sposób...

Jej sportowa droga była wyjątkowo interesująca, ponieważ na arenie międzynarodowej reprezentowała aż trzy kraje: Jamajkę, Kanadę oraz Anglię. W 1971 roku zdobyła dwa medale dla Jamajki na Igrzyskach Panamerykańskich, a w 1974 roku została mistrzynią Kanady na 400 metrów podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów.

Dwukrotnie wystąpiła na Letnich Igrzyskach Olimpijskich: w 1972 roku reprezentując Jamajkę oraz w 1976 roku — Kanadę. Była więc zawodniczką o dużym doświadczeniu międzynarodowym. Obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych.

Co ciekawe, jej nazwisko — Saunders — wydało mi się znajome. I słusznie. Jej młodszy brat, Mark Saunders, był szefem policji w Toronto w latach 2015–2020. To interesujący, nieco zaskakujący łącznik między światem sportu a współczesną historią Kanady.

Blogs are also available in the English language / Blogi są również dostępne w języku angielskim

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/


niedziela, 3 maja 2026

Kenneth „Ken” Wenman — skoczek o tyczce oraz Lyle Sanderson, kanadyjski trener

Część II: Międzynarodowe zawody lekkoatletyczne Polska-Kanada-Wielka Brytania, 30 czerwca 1974 r. na stadionie "Skra" w Warszawie


Kenneth „Ken” Wenman (ur. 1955) to kanadyjski lekkoatleta specjalizujący się w skoku o tyczce. Jego rekord życiowy wynosił 5,33 m — wynik bardzo solidny jak na połowę lat 70. Reprezentował Kanadę podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku, startując w konkursie skoku o tyczce.

Kenneth „Ken” Wenman
W eliminacjach pokonał wysokości 4,80 m oraz 5,00 m, jednak trzykrotnie nie zdołał zaliczyć 5,10 m. Ostatecznie z wynikiem 5,00 m zajął dziewiąte miejsce w swojej grupie oraz 22. w klasyfikacji generalnej, co nie pozwoliło mu awansować do finału. Warto dodać, że poziom zawodów był bardzo wysoki — złoty medal zdobył Polak Tadeusz Ślusarski, uzyskując 5,50 m.

Lyle Sanderson
Drugi z autografów z tego dnia pozostaje dla mnie zagadką. Należy on do niezidentyfikowanego lekkoatlety, najprawdopodobniej zagranicznego. Imię i nazwisko można odczytać mniej więcej jako „Lyle Sanderoy”, choć nie mam pewności co do poprawności tej interpretacji. Pod podpisem widnieje słowo „Kanada” — zapisane jednak przez „K”, a nie „C”. Pomimo wielokrotnych prób i przeszukiwania dostępnych dziś źródeł internetowych, nie udało mi się ustalić tożsamości tego sportowca. Być może był to zawodnik mniej znany, uczestnik jednych konkretnych zawodów, który nie zapisał się szerzej w statystykach lekkoatletycznych.

AKTUALIZACJA

Dosłownie kilkadziesiąt minut po opublikowaniu powyższego wpisu Notaria zamieściła komentarz, w którym zasugerowała, że ów niezidentyfikowany autograf należy do Lyle’a Sandersona — i rzeczywiście trafiła w dziesiątkę!

Serdecznie dziękuję Notarii za jej detektywistyczną dociekliwość i kreatywne podejście. Ja sam przez cały czas szukałem wśród sportowców, podczas gdy — jak się okazało — był to podpis wybitnego trenera.

Lyle Sanderson

*****
Lyle Sanderson (1938–2018) był legendarnym kanadyjskim trenerem lekkoatletyki i biegów przełajowych, pedagogiem oraz mentorem, przez całe życie związanym z University of Saskatchewan i programem Huskie Athletics. Pochodził z Piapot. Na uczelnię trafił jako student-sportowiec w 1960 roku, a w 1965 roku został głównym trenerem, pełniąc tę funkcję przez 39 lat.
Był jednym z najbardziej utytułowanych trenerów w historii kanadyjskiego sportu akademickiego. Poprowadził drużynę Huskies do 33 tytułów konferencyjnych oraz 10 mistrzostw krajowych, w tym pierwszego w historii tytułu narodowego w 1968 roku. Otrzymał liczne nagrody za wybitne osiągnięcia trenerskie i całokształt pracy.

54 razy reprezentował Kanada na arenie międzynarodowej, m.in. podczas igrzysk olimpijskich, Igrzysk Wspólnoty Narodów, igrzysk panamerykańskich, Uniwersjad oraz mistrzostw świata. Był pionierem szkolenia trenerów i rozwoju młodych sportowców, prowadząc kursy i seminaria na całym świecie oraz współtworząc międzynarodowe programy lekkoatletyczne dla młodzieży.

Został wprowadzony do kilku „halls of fame” (galerii sław), w tym Kanadyjskiej Galerii Sławy Lekkoatletyki. Za pośrednictwem Sanderson Foundation wspierał studentów-sportowców stypendiami i pomocą treningową. Zmarł w Meksyku w 2018 roku w wieku 79 lat, pozostawiając trwałe dziedzictwo w kanadyjskim sporcie.

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/


czwartek, 30 kwietnia 2026

Dean Bauck — kanadyjski lekkoatleta

W Polsce lat 70. XX wieku sport odgrywał ogromną rolę w życiu codziennym. Podczas ważniejszych meczów piłkarskich ulice niemal pustoszały, a kina — mimo że wyświetlano w nich niezwykle popularne filmy zachodnie — często świeciły pustkami. Choć inne dyscypliny nie dorównywały popularnością piłce nożnej, również budziły duże emocje i przyciągały szeroką publiczność. Interesowałem się więc sportem podobnie jak większość moich rówieśników — był on przecież częstym tematem rozmów i dyskusji. Nigdy jednak nie byłem zagorzałym kibicem, a po wyjeździe z Polski niemal całkowicie straciłem nim zainteresowanie.

Wróćmy jednak do roku 1974. Dokładnie 30 czerwca wybrałem się wraz z ojcem na stadion warszawskiej „Skry” ( 52°12'53.1"N 20°59'36.1"E / 52.214750, 20.993361) na międzynarodowe zawody lekkoatletyczne, w których brała udział Polska, Kanada i Wielka Brytania. Był to prawdopodobnie pierwszy raz w moim życiu, kiedy uczestniczyłem w tego typu wydarzeniu. Pogoda dopisywała, choć sam stadion — dość duży — nie był specjalnie wypełniony. Zawody lekkoatletyczne wydawały mi się wówczas nieco monotonne, zwłaszcza w porównaniu z dynamicznymi meczami piłki nożnej czy hokeja, gdzie akcja toczy się niemal bez przerwy. Mimo to była to ciekawa i wartościowa wyprawa, którą do dziś bardzo dobrze pamiętam — nie tylko ze względu na sportowe emocje, ale również dlatego, że udało mi się zdobyć aż sześć autografów, o których będę pisał w kolejnych wpisach.

Metalowa przypinka wydana z okazji tych zawodów sportowych. Zdjęcie udostępnione przez p. Dean Bauck
Tego dnia zapomniałem zabrać ze sobą mojego notatnika, dlatego autografy wkleiłem później i opisałem w małej, niebieskiej książeczce, która do dziś stanowi cenną pamiątkę.

Pierwszy autograf z tego dnia należy do Deana Bauck'a (ur. 1954), kanadyjskiego lekkoatlety specjalizującego się w skoku wzwyż.

Dean Bauck
Jego kariera sportowa przypadła na trudny okres w historii igrzysk olimpijskich. Dwukrotnie znalazł się w gronie zawodników zakwalifikowanych do udziału w Letnich Igrzyskach Olimpijskich, jednak ostatecznie nie było mu dane wystartować. W 1976 roku, podczas igrzysk w Montrealu, wykluczyła go kontuzja kolana, natomiast cztery lata później — w 1980 roku — udział uniemożliwił bojkot igrzysk w Moskwie przez Kanadę i inne państwa zachodnie.

Zdjęcie udostępnione przez p. Dean Bauck

Mimo tych przeciwności osiągnął znaczące sukcesy na arenie międzynarodowej. W 1978 roku zdobył brązowy medal dla Kanady w skoku wzwyż podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów. Rok później, na Igrzyskach Panamerykańskich, zajął piąte miejsce. Swoje największe osiągnięcie sportowe zanotował w 1981 roku, kiedy to podczas Igrzysk Konferencji Pacyfiku w Christchurch zdobył złoty medal, ustanawiając jednocześnie rekord życiowy wynikiem 2,21 m.

Po zakończeniu kariery sportowej z powodzeniem poświęcił się edukacji i działalności zawodowej. Studiował na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej, gdzie uzyskał tytuł Bachelor of Science z matematyki, a następnie ukończył studia MBA. Poszerzył również swoje kwalifikacje o dyplom z zakresu ekonomii gruntów miejskich oraz studia podyplomowe związane z wyceną nieruchomości.

Od ponad trzech dekad związany jest z rynkiem nieruchomości w rejonie South Delta w Vancouver (prowincja Kolumbia Brytyjska), gdzie zdobył renomę jako jeden z najbardziej doświadczonych i wysoko kwalifikowanych agentów oraz pośredników.

Patrząc dziś na jego autograf, trudno nie pomyśleć o tym, jak różne mogą być drogi życiowe sportowców — i jak często sukces mierzy się nie tylko medalami, ale także tym, co przychodzi po zakończeniu kariery.

-------------------

Ale to nie koniec tej historii. Postanowiłem do niego napisać krótki e-mail, wspomnieć ówczesne zawody i poprosić o zdjęcie. Po kilku dniach otrzymałem od niego niezwykle miłą odpowiedź, wraz z jego fotografią i zdjęciem powyżej zamieszczonego znaczka z tych zawodów, którą za jego pozwoleniem zamieszczam poniżej:

*****************

18/04/2026

Witaj Jack,

Dziękuję za przywołanie tych miłych wspomnień, a także za prośbę o autograf. Zawsze odbierałem takie sytuacje jako coś bardzo pochlebnego i starałem się, aby były one czymś wyjątkowym dla osób, które o to prosiły.

Jako młody skoczek wzwyż miałem szczęście w 1974 roku podróżować z reprezentacją Kanady w lekkiej atletyce podczas tournée po Europie.

Naszym pierwszym przystankiem była Warszawa w Polsce. Mieszkaliśmy w pokojach dla sportowców bezpośrednio na stadionie Skry.

Odbyły się tam zawody drużynowe pomiędzy Kanadą, Wielką Brytanią i Polską, a ja miałem szczęście wygrać swoją konkurencję.

Być może odbyły się także drugie, międzynarodowe zawody — podczas jednych z nich rywalizowałem z Jackiem Wszołą. Obaj skoczyliśmy 2,16 m, a ja wygrałem dzięki lepszemu wynikowi według zasad liczenia prób (countback). Biorąc pod uwagę jego olimpijski sukces dwa lata później, to zwycięstwo pozostaje dla mnie szczególnie cennym wspomnieniem!

Najbardziej pamiętnym wynikiem podczas naszego pobytu był jednak bieg Ireny Szewińskiej na 400 m kobiet 22 czerwca, kiedy ustanowiła nowy rekord świata jako pierwsza zawodniczka, która zeszła poniżej 50 sekund. Znajdowałem się wtedy na płycie stadionu, blisko linii mety. Pamiętam, że pomyślałem, jak niezwykłe jest nie tylko być świadkiem takiego wyczynu, ale wręcz znaleźć się w jego bezpośrednim „kręgu”.

Najbardziej zapadło mi w pamięć z pobytu w Warszawie to, jak wiele budynków wciąż nosiło ślady zniszczeń po bombardowaniach z czasów II wojny światowej. Pamiętam również ludzi — byli bardzo życzliwi i serdeczni, choć raczej powściągliwi. Były to jeszcze czasy sprzed Lecha Wałęsy!

W 1979 roku mniejsza reprezentacja Kanady przebywała i startowała w Madrycie. Obecna była tam również grupa zawodników z Polski, w tym Grażyna Rabsztyn, która była wówczas rekordzistką świata w biegu na 100 m przez płotki. Byli to wspaniali ludzie i świetnie spędzaliśmy czas, spotykając się i rozmawiając — mimo bariery językowej!

Dean Bauck

***************

Raz jeszcze widać, ze świat jest mały!

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/