Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekkoatleci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekkoatleci. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 maja 2026

Bronisław Malinowski — zdobywca złotego medalu olimpijskiego

Część V: Międzynarodowe zawody lekkoatletyczne Polska-Kanada-Wielka Brytania, 30 czerwca 1974 r. na stadionie "Skra" w Warszawie


Najcenniejszym autografem zdobytym tego dnia okazał się — rzecz jasna — podpis Bronisława Malinowskiego (1951–1981), wybitnego polskiego biegacza średnio- i długodystansowego, specjalizującego się w biegu na 3000 metrów z przeszkodami. Zdobył on srebrny medal olimpijski w Montrealu w 1976 roku oraz złoty medal w Moskwie w 1980 roku w tej właśnie konkurencji.

Bronisław Malinowski
Doskonale pamiętam okoliczności zdobycia jego autografu. Po zakończeniu zawodów, już poza stadionem, zauważyłem Malinowskiego stojącego w kolejce do… saturatora z wodą sodową. Ku mojemu zdziwieniu wypił kilka szklanek wody jedna po drugiej. Zastanowiło mnie to — czyżby zawodnikom nie zapewniano napojów po starcie? Tak czy inaczej, była to doskonała okazja, aby podejść i bez problemu zdobyć jego podpis.

Przy tej okazji warto wspomnieć o niezwykle charakterystycznym elemencie krajobrazu PRL — ulicznych saturatorach. Były to wózki na dwóch kołach, wyposażone w butlę ze sprężonym dwutlenkiem węgla, zbiorniki z wodą oraz słoje z dozownikami syropów o sztucznych aromatach owocowych — najczęściej malinowym i cytrynowym. Całość uzupełniały węże doprowadzające wodę oraz kilka szklanek wielokrotnego użytku. Sprzedawcy często chronili się przed słońcem pod dużymi parasolami.

Saturator. Źródło: Wikimedia Commons
Saturatory były niezwykle popularne w Warszawie i innych miastach. Oferowały wodę sodową czystą lub z dodatkiem syropu. W „moich czasach” szklanka czystej wody kosztowała 30 groszy, a z sokiem — złotówkę. Po wypiciu szklanka była jedynie symbolicznie „płukana”, co — mówiąc delikatnie — pozostawiało wiele do życzenia pod względem higieny. Nic dziwnego, że potocznie nazywano tę wodę „gruźliczanką”.

Samoobsługowy saturator z wodą sodową
Źródło: Wikipedia Commons
Pamiętam również samoobsługowe saturatory. Wystarczyło wrzucić monetę i nacisnąć odpowiedni przycisk, aby otrzymać napój. Dwa takie urządzenia przez pewien czas stały na północno-wschodnim rogu ulic Świerczewskiego i Żelaznej w Warszawie, tuż przy budynku Urzędu Dzielnicy Wola. Niestety rzadko udawało się z nich skorzystać — często brakowało szklanek albo urządzenia były uszkodzone, m.in. dlatego, że użytkownicy zamiast wrzucać monetę, uderzali w maszynę pięścią — i, o dziwo, ta metoda rzeczywiście działała!

Samoobsługowy saturator w Związku Sowieckim w 1987 roku
Źródło:“A Day in the Life of the Soviet Union”, autor Paul Chesley
Warto dodać, że tego typu urządzenia były produkowane m.in. w Związku Sowieckim, gdzie również cieszyły się dużą popularnością. W znakomitym albumie „A Day in the Life of the Soviet Union” („Dzień z życia Związku Sowieckiego”), zawierającym zdjęcia stu czołowych fotoreporterów świata wykonane jednego dnia — 15 maja 1987 roku — znajduje się fotografia kilku dziewczynek stojących przy samoobsługowych saturatorach. Jej autorem jest Paul Chesley z USA. W dołączonym podpisie wyjaśniono, że radzieckie automaty wydawały napoje gazowane lub soki, ale nie oferowały jednorazowych kubków; zamiast tego użytkownicy mieli opłukać i ponownie użyć wspólnej szklanki. Przynoszenie własnej szklanki było podobno uważane za „niekulturalne”, co oznaczało naruszenie niepisanej etykiety społecznej. 

Nie przypuszczam, aby przyniesienie swojej własnej szklanki było uważana za „niekulturalne” w Polsce, jednakże nie przypominam sobie, aby ktokolwiek przynosił je ze sobą 

😥😥😥

Wracając jednak do Bronisława Malinowskiego — jego życie zakończyło się tragicznie. Zginął w wypadku samochodowym 27 września 1981 roku na moście w Grudziądzu. Dobrze pamiętam tamten dzień. W telewizji emitowano jakiś program — być może sportowy — prowadzony przez Tomasza Hopfera. W pewnym momencie odebrał on telefon i po chwili przekazał widzom tę wstrząsającą wiadomość.

**********

Z tymi zawodami wiąże się jeszcze jedna, niezwykle osobista historia. Po pewnym czasie w kiosku „Ruchu” natrafiłem na kartkę pocztową ze zdjęciem Malinowskiego — przedstawiała ona zarówno jego portret, jak i ujęcie z biegu przez przeszkody oraz reprodukcję autografu. Coś skłoniło mnie, aby przyjrzeć się jej dokładniej — i nagle nastąpił moment olśnienia.

Pocztówka z Bronisławem Malinowskim oraz... ze mną i moim ojcem!
Okazało się, że fotografia została wykonana przez Janusza Szewińskiego, męża legendarnej lekkoatletki i wielokrotnej medalistki olimpijskiej Ireny Szewińskiej — właśnie na stadionie „Skry”, podczas tych samych zawodów, na których byłem obecny.

Ja i mój ojciec siedzimy na trybunach
Ale to nie wszystko. Po lewej stronie zdjęcia bez trudu rozpoznałem… siebie i mojego ojca. Gdy pokazałem kartkę mamie, również niemal natychmiast nas zidentyfikowała. Choć nasze sylwetki są nieco rozmazane, doskonale pamiętam, gdzie siedzieliśmy — dokładnie naprzeciw rowu z wodą. Co więcej, po lewej stronie widoczny jest także sprzedawca z drobnymi przekąskami czy pamiątkami — pamiętam go bardzo dobrze, wraz z całym jego „majdanem”.

Tak więc ten jeden dzień — pozornie zwyczajny — okazał się pełen niezwykłych zbiegów okoliczności i wspomnień, które po latach nabrały jeszcze większej wartości.

*****

Blogs are also available in the English language / Blogi są również dostępne w języku angielskim

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/

piątek, 15 maja 2026

Henryk Lesiuk — polski długodystansowiec

Część IV: Międzynarodowe zawody lekkoatletyczne Polska-Kanada-Wielka Brytania, 30 czerwca 1974 r. na stadionie "Skra" w Warszawie


Następny autograf należy do Henryka Lesiuka. Według mojej ówczesnej notatki był to po prostu „biegacz”, który „dnia 30 czerwca 1974 roku zdobył pierwsze miejsce w biegu z przeszkodami”. Sam zawodnik dopisał pod swoim podpisem: „3000 (z przeszkodami) — 8.29.0”.

Henryk Lesiuk
Dopiero po latach, korzystając z dostępnych dziś źródeł, mogłem dowiedzieć się o nim znacznie więcej. Henryk Lesiuk (ur. 1948) był polskim lekkoatletą, długodystansowcem specjalizującym się w biegu na 3000 metrów z przeszkodami. Reprezentował m.in. Wisłę Puławy oraz Legię Warszawa. Był trzykrotnym medalistą mistrzostw Polski na tym dystansie: zdobył złoty medal w 1975 roku, srebrny w 1971 oraz brązowy w 1974.

Jego rekord życiowy w biegu na 3000 metrów z przeszkodami wynosił 8:26,6 i został ustanowiony 29 czerwca 1975 roku — a więc zaledwie rok po naszym spotkaniu. Oznacza to, że wynik zapisany na moim autografie był tylko nieco słabszy od jego życiowego osiągnięcia, co nadaje tej pamiątce dodatkową wartość.


Blogs are also available in the English language / Blogi są również dostępne w języku angielskim

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/

środa, 6 maja 2026

Yvonne Saunders-Mondesire — kanadyjska lekkoatletka

Część III: Międzynarodowe zawody lekkoatletyczne Polska-Kanada-Wielka Brytania, 30 czerwca 1974 r. na stadionie "Skra" w Warszawie


Całkiem wyraźnie pamiętam moment, gdy podszedłem po autograf do czarnoskórej zawodniczki — jednej z niewielu kobiet obecnych na tych zawodach. Była nią Yvonne Saunders-Mondesire (ur. 1951), wszechstronna lekkoatletka, która w swojej karierze startowała w pięcioboju, skoku w dal, skoku wzwyż oraz biegach na 400 i 800 metrów.

Yvonne Saunders-Mondesire
Według mojej notatki, poprzedniego dnia ona wygrała bieg na 400 metrów z czasem 51,19 sekund. Co ciekawe, parę dni przedtem, 22 czerwca 1974 r. na tym samym stadionie, Irena Szewińska ustanowiła nowy rekord świata na 400 metrów z wynikiem 49,9 sekund i po raz pierwszy w historii zeszła poniżej bariery 50 sekund! Zresztą o tym wydarzeniu napisał w e-mailu do mnie Dean Bauck (zobacz dwa wpisy blogu do tyłu), który był jego świadkiem.
Nota bene, 6 października 1985 roku w Canberra, Australia, Marita Koch z Niemiec Wschodnich (NRD) ustanowiła rekord świata na 400 metrów z wynikiem 47,60 sekund. O dziwo, pozostaje on nadal jednym z najstarszych rekordów w lekkoatletyce i nie został dotąd pobity (przez ponad 40 lat). Niektórzy jednak kwestionują, czy rzeczywiście był on zdobyty w uczciwy sposób...

Jej sportowa droga była wyjątkowo interesująca, ponieważ na arenie międzynarodowej reprezentowała aż trzy kraje: Jamajkę, Kanadę oraz Anglię. W 1971 roku zdobyła dwa medale dla Jamajki na Igrzyskach Panamerykańskich, a w 1974 roku została mistrzynią Kanady na 400 metrów podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów.

Dwukrotnie wystąpiła na Letnich Igrzyskach Olimpijskich: w 1972 roku reprezentując Jamajkę oraz w 1976 roku — Kanadę. Była więc zawodniczką o dużym doświadczeniu międzynarodowym. Obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych.

Co ciekawe, jej nazwisko — Saunders — wydało mi się znajome. I słusznie. Jej młodszy brat, Mark Saunders, był szefem policji w Toronto w latach 2015–2020. To interesujący, nieco zaskakujący łącznik między światem sportu a współczesną historią Kanady.

Blogs are also available in the English language / Blogi są również dostępne w języku angielskim

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/


niedziela, 3 maja 2026

Kenneth „Ken” Wenman — skoczek o tyczce oraz Lyle Sanderson, kanadyjski trener

Część II: Międzynarodowe zawody lekkoatletyczne Polska-Kanada-Wielka Brytania, 30 czerwca 1974 r. na stadionie "Skra" w Warszawie


Kenneth „Ken” Wenman (ur. 1955) to kanadyjski lekkoatleta specjalizujący się w skoku o tyczce. Jego rekord życiowy wynosił 5,33 m — wynik bardzo solidny jak na połowę lat 70. Reprezentował Kanadę podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku, startując w konkursie skoku o tyczce.

Kenneth „Ken” Wenman
W eliminacjach pokonał wysokości 4,80 m oraz 5,00 m, jednak trzykrotnie nie zdołał zaliczyć 5,10 m. Ostatecznie z wynikiem 5,00 m zajął dziewiąte miejsce w swojej grupie oraz 22. w klasyfikacji generalnej, co nie pozwoliło mu awansować do finału. Warto dodać, że poziom zawodów był bardzo wysoki — złoty medal zdobył Polak Tadeusz Ślusarski, uzyskując 5,50 m.

Lyle Sanderson
Drugi z autografów z tego dnia pozostaje dla mnie zagadką. Należy on do niezidentyfikowanego lekkoatlety, najprawdopodobniej zagranicznego. Imię i nazwisko można odczytać mniej więcej jako „Lyle Sanderoy”, choć nie mam pewności co do poprawności tej interpretacji. Pod podpisem widnieje słowo „Kanada” — zapisane jednak przez „K”, a nie „C”. Pomimo wielokrotnych prób i przeszukiwania dostępnych dziś źródeł internetowych, nie udało mi się ustalić tożsamości tego sportowca. Być może był to zawodnik mniej znany, uczestnik jednych konkretnych zawodów, który nie zapisał się szerzej w statystykach lekkoatletycznych.

AKTUALIZACJA

Dosłownie kilkadziesiąt minut po opublikowaniu powyższego wpisu Notaria zamieściła komentarz, w którym zasugerowała, że ów niezidentyfikowany autograf należy do Lyle’a Sandersona — i rzeczywiście trafiła w dziesiątkę!

Serdecznie dziękuję Notarii za jej detektywistyczną dociekliwość i kreatywne podejście. Ja sam przez cały czas szukałem wśród sportowców, podczas gdy — jak się okazało — był to podpis wybitnego trenera.

Lyle Sanderson

*****
Lyle Sanderson (1938–2018) był legendarnym kanadyjskim trenerem lekkoatletyki i biegów przełajowych, pedagogiem oraz mentorem, przez całe życie związanym z University of Saskatchewan i programem Huskie Athletics. Pochodził z Piapot. Na uczelnię trafił jako student-sportowiec w 1960 roku, a w 1965 roku został głównym trenerem, pełniąc tę funkcję przez 39 lat.
Był jednym z najbardziej utytułowanych trenerów w historii kanadyjskiego sportu akademickiego. Poprowadził drużynę Huskies do 33 tytułów konferencyjnych oraz 10 mistrzostw krajowych, w tym pierwszego w historii tytułu narodowego w 1968 roku. Otrzymał liczne nagrody za wybitne osiągnięcia trenerskie i całokształt pracy.

54 razy reprezentował Kanada na arenie międzynarodowej, m.in. podczas igrzysk olimpijskich, Igrzysk Wspólnoty Narodów, igrzysk panamerykańskich, Uniwersjad oraz mistrzostw świata. Był pionierem szkolenia trenerów i rozwoju młodych sportowców, prowadząc kursy i seminaria na całym świecie oraz współtworząc międzynarodowe programy lekkoatletyczne dla młodzieży.

Został wprowadzony do kilku „halls of fame” (galerii sław), w tym Kanadyjskiej Galerii Sławy Lekkoatletyki. Za pośrednictwem Sanderson Foundation wspierał studentów-sportowców stypendiami i pomocą treningową. Zmarł w Meksyku w 2018 roku w wieku 79 lat, pozostawiając trwałe dziedzictwo w kanadyjskim sporcie.

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/


czwartek, 30 kwietnia 2026

Dean Bauck — kanadyjski lekkoatleta

W Polsce lat 70. XX wieku sport odgrywał ogromną rolę w życiu codziennym. Podczas ważniejszych meczów piłkarskich ulice niemal pustoszały, a kina — mimo że wyświetlano w nich niezwykle popularne filmy zachodnie — często świeciły pustkami. Choć inne dyscypliny nie dorównywały popularnością piłce nożnej, również budziły duże emocje i przyciągały szeroką publiczność. Interesowałem się więc sportem podobnie jak większość moich rówieśników — był on przecież częstym tematem rozmów i dyskusji. Nigdy jednak nie byłem zagorzałym kibicem, a po wyjeździe z Polski niemal całkowicie straciłem nim zainteresowanie.

Wróćmy jednak do roku 1974. Dokładnie 30 czerwca wybrałem się wraz z ojcem na stadion warszawskiej „Skry” ( 52°12'53.1"N 20°59'36.1"E / 52.214750, 20.993361) na międzynarodowe zawody lekkoatletyczne, w których brała udział Polska, Kanada i Wielka Brytania. Był to prawdopodobnie pierwszy raz w moim życiu, kiedy uczestniczyłem w tego typu wydarzeniu. Pogoda dopisywała, choć sam stadion — dość duży — nie był specjalnie wypełniony. Zawody lekkoatletyczne wydawały mi się wówczas nieco monotonne, zwłaszcza w porównaniu z dynamicznymi meczami piłki nożnej czy hokeja, gdzie akcja toczy się niemal bez przerwy. Mimo to była to ciekawa i wartościowa wyprawa, którą do dziś bardzo dobrze pamiętam — nie tylko ze względu na sportowe emocje, ale również dlatego, że udało mi się zdobyć aż sześć autografów, o których będę pisał w kolejnych wpisach.

Metalowa przypinka wydana z okazji tych zawodów sportowych. Zdjęcie udostępnione przez p. Dean Bauck
Tego dnia zapomniałem zabrać ze sobą mojego notatnika, dlatego autografy wkleiłem później i opisałem w małej, niebieskiej książeczce, która do dziś stanowi cenną pamiątkę.

Pierwszy autograf z tego dnia należy do Deana Bauck'a (ur. 1954), kanadyjskiego lekkoatlety specjalizującego się w skoku wzwyż.

Dean Bauck
Jego kariera sportowa przypadła na trudny okres w historii igrzysk olimpijskich. Dwukrotnie znalazł się w gronie zawodników zakwalifikowanych do udziału w Letnich Igrzyskach Olimpijskich, jednak ostatecznie nie było mu dane wystartować. W 1976 roku, podczas igrzysk w Montrealu, wykluczyła go kontuzja kolana, natomiast cztery lata później — w 1980 roku — udział uniemożliwił bojkot igrzysk w Moskwie przez Kanadę i inne państwa zachodnie.

Zdjęcie udostępnione przez p. Dean Bauck

Mimo tych przeciwności osiągnął znaczące sukcesy na arenie międzynarodowej. W 1978 roku zdobył brązowy medal dla Kanady w skoku wzwyż podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów. Rok później, na Igrzyskach Panamerykańskich, zajął piąte miejsce. Swoje największe osiągnięcie sportowe zanotował w 1981 roku, kiedy to podczas Igrzysk Konferencji Pacyfiku w Christchurch zdobył złoty medal, ustanawiając jednocześnie rekord życiowy wynikiem 2,21 m.

Po zakończeniu kariery sportowej z powodzeniem poświęcił się edukacji i działalności zawodowej. Studiował na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej, gdzie uzyskał tytuł Bachelor of Science z matematyki, a następnie ukończył studia MBA. Poszerzył również swoje kwalifikacje o dyplom z zakresu ekonomii gruntów miejskich oraz studia podyplomowe związane z wyceną nieruchomości.

Od ponad trzech dekad związany jest z rynkiem nieruchomości w rejonie South Delta w Vancouver (prowincja Kolumbia Brytyjska), gdzie zdobył renomę jako jeden z najbardziej doświadczonych i wysoko kwalifikowanych agentów oraz pośredników.

Patrząc dziś na jego autograf, trudno nie pomyśleć o tym, jak różne mogą być drogi życiowe sportowców — i jak często sukces mierzy się nie tylko medalami, ale także tym, co przychodzi po zakończeniu kariery.

-------------------

Ale to nie koniec tej historii. Postanowiłem do niego napisać krótki e-mail, wspomnieć ówczesne zawody i poprosić o zdjęcie. Po kilku dniach otrzymałem od niego niezwykle miłą odpowiedź, wraz z jego fotografią i zdjęciem powyżej zamieszczonego znaczka z tych zawodów, którą za jego pozwoleniem zamieszczam poniżej:

*****************

18/04/2026

Witaj Jack,

Dziękuję za przywołanie tych miłych wspomnień, a także za prośbę o autograf. Zawsze odbierałem takie sytuacje jako coś bardzo pochlebnego i starałem się, aby były one czymś wyjątkowym dla osób, które o to prosiły.

Jako młody skoczek wzwyż miałem szczęście w 1974 roku podróżować z reprezentacją Kanady w lekkiej atletyce podczas tournée po Europie.

Naszym pierwszym przystankiem była Warszawa w Polsce. Mieszkaliśmy w pokojach dla sportowców bezpośrednio na stadionie Skry.

Odbyły się tam zawody drużynowe pomiędzy Kanadą, Wielką Brytanią i Polską, a ja miałem szczęście wygrać swoją konkurencję.

Być może odbyły się także drugie, międzynarodowe zawody — podczas jednych z nich rywalizowałem z Jackiem Wszołą. Obaj skoczyliśmy 2,16 m, a ja wygrałem dzięki lepszemu wynikowi według zasad liczenia prób (countback). Biorąc pod uwagę jego olimpijski sukces dwa lata później, to zwycięstwo pozostaje dla mnie szczególnie cennym wspomnieniem!

Najbardziej pamiętnym wynikiem podczas naszego pobytu był jednak bieg Ireny Szewińskiej na 400 m kobiet 22 czerwca, kiedy ustanowiła nowy rekord świata jako pierwsza zawodniczka, która zeszła poniżej 50 sekund. Znajdowałem się wtedy na płycie stadionu, blisko linii mety. Pamiętam, że pomyślałem, jak niezwykłe jest nie tylko być świadkiem takiego wyczynu, ale wręcz znaleźć się w jego bezpośrednim „kręgu”.

Najbardziej zapadło mi w pamięć z pobytu w Warszawie to, jak wiele budynków wciąż nosiło ślady zniszczeń po bombardowaniach z czasów II wojny światowej. Pamiętam również ludzi — byli bardzo życzliwi i serdeczni, choć raczej powściągliwi. Były to jeszcze czasy sprzed Lecha Wałęsy!

W 1979 roku mniejsza reprezentacja Kanady przebywała i startowała w Madrycie. Obecna była tam również grupa zawodników z Polski, w tym Grażyna Rabsztyn, która była wówczas rekordzistką świata w biegu na 100 m przez płotki. Byli to wspaniali ludzie i świetnie spędzaliśmy czas, spotykając się i rozmawiając — mimo bariery językowej!

Dean Bauck

***************

Raz jeszcze widać, ze świat jest mały!

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/