środa, 6 maja 2026

Yvonne Saunders-Mondesire — kanadyjska lekkoatletka

Część III: Międzynarodowe zawody lekkoatletyczne Polska-Kanada-Wielka Brytania, 30 czerwca 1974 r. na stadionie "Skra" w Warszawie


Całkiem wyraźnie pamiętam moment, gdy podszedłem po autograf do czarnoskórej zawodniczki — jednej z niewielu kobiet obecnych na tych zawodach. Była nią Yvonne Saunders-Mondesire (ur. 1951), wszechstronna lekkoatletka, która w swojej karierze startowała w pięcioboju, skoku w dal, skoku wzwyż oraz biegach na 400 i 800 metrów.

Yvonne Saunders-Mondesire
Według mojej notatki, poprzedniego dnia ona wygrała bieg na 400 metrów z czasem 51,19 sekund. Co ciekawe, parę dni przedtem, 22 czerwca 1974 r. na tym samym stadionie, Irena Szewińska ustanowiła nowy rekord świata na 400 metrów z wynikiem 49,9 sekund i po raz pierwszy w historii zeszła poniżej bariery 50 sekund! Zresztą o tym wydarzeniu napisał w e-mailu do mnie Dean Bauck (zobacz dwa wpisy blogu do tyłu), który był jego świadkiem.
Nota bene, 6 października 1985 roku w Canberra, Australia, Marita Koch z Niemiec Wschodnich (NRD) ustanowiła rekord świata na 400 metrów z wynikiem 47,60 sekund. O dziwo, pozostaje on nadal jednym z najstarszych rekordów w lekkoatletyce i nie został dotąd pobity (przez ponad 40 lat). Niektórzy jednak kwestionują, czy rzeczywiście był on zdobyty w uczciwy sposób...

Jej sportowa droga była wyjątkowo interesująca, ponieważ na arenie międzynarodowej reprezentowała aż trzy kraje: Jamajkę, Kanadę oraz Anglię. W 1971 roku zdobyła dwa medale dla Jamajki na Igrzyskach Panamerykańskich, a w 1974 roku została mistrzynią Kanady na 400 metrów podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów.

Dwukrotnie wystąpiła na Letnich Igrzyskach Olimpijskich: w 1972 roku reprezentując Jamajkę oraz w 1976 roku — Kanadę. Była więc zawodniczką o dużym doświadczeniu międzynarodowym. Obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych.

Co ciekawe, jej nazwisko — Saunders — wydało mi się znajome. I słusznie. Jej młodszy brat, Mark Saunders, był szefem policji w Toronto w latach 2015–2020. To interesujący, nieco zaskakujący łącznik między światem sportu a współczesną historią Kanady.

Blogs are also available in the English language / Blogi są również dostępne w języku angielskim

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/


9 komentarzy:

  1. Jak się zna wielu ludzi, jak Ty, to nic dziwnego, że znajdujesz powiązania między dawnymi osobami i wydarzeniami a współczesnością. A te losy bywają ciekawe: ona teraz w USA, a jej brat w Kanadzie. Ja nie mam pamięci do nazwisk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypuszczam, abym miał pamięć do nazwisk, w tym przypadku Internet jest świetnym pomocnikiem. A zazwyczaj szef policji Toronto jest znaną osobą i non-stop pojawia się w wiadomościach, trudno nie zapamiętać jego nazwiska. Obecnie staram się z nim skontaktować-fajnie byłoby, gdyby wysłał link do powyższego wpisu do swojej siostry.

      Usuń
  2. Trudno mi się wypowiadać na temat sportu, ponieważ nigdy się nim aż tak nie interesowałam, ale myślę, że te autografy i inne pamiątki są dla Ciebie Jacku ważną pamiątką i świadectwem przeszłości (dzieciństwa), do której się wraca w trudnych chwilach, a które dodają nam siły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawdę mówiąc, sportem się też nie interesowałem i na palcach jednej ręki mógłbym policzyć ilość sportowych imprez, na których wówczas byłem. Od dziesiątek lat moje zainteresowanie sportem jest wręcz negatywne. Zbieranie autografów było jednak świetną rozrywką, szczególnie w moim wieku i dzisiaj patrzę z łezką oku na moją kolekcję.

    Podobnie było ze zbieraniem znaczków/przypinek, obecnie są to świetne pamiątki dzieciństwa i przypominają mi różne wydarzenia i sytuacje, którymi chętnie podzielę się na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne jest zbieranie autografów. Jedyne które udało mi się upolować, to na koncertach hip hopowych paru znanych raperów. Gdzieś się zapodziały po szufladach. Nie ma okazji na zbieranie podpisów. Może gdzieś kiedyś...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, każdy zdobyty autograf był dla mnie dużym przeżyciem. Od lat porzuciłem to hobby, jednakże zawsze proszę autorów o dedykację na ich książkach, to jest zawsze fajna pamiątka.

      Usuń
    2. Nie zapomnij kupić moje książki. (autoreklama) Podpisik będzie =P

      Usuń
  5. Zazdroszczę tych autografów.
    Jako wczesna nastolatka miałam kilka takich. To były autografy kolarzy startujących w dawnym Wyścigu Pokoju.
    Dobrze, że masz takie wspomnienia
    Pozdrawiam majowymi nostalgiami

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet nie wiem, czy posiadam autograf kolarza z Wyścigu Pokoju. Ale Jeden z moich przyszłych wpisów-pracuję nad nim-będzie m. in. dotyczył finału Wyścigu Pokoju w 1974 roku w Warszawie, w którym po raz ostatni wygrał Ryszard Szurkowski. Do tej pory pamiętam ten dzień!

    Pozdrawiam majowo-chociaż pogoda istnie wczesnowiosenna: +13 C w dzień, przymrozki w nocy, wiatry i deszcze-i do tego spędziłem ostatni tydzień w namiocie!

    OdpowiedzUsuń