Harcerstwo — HKP Wanda — Kurs nurkowania — Nurkowanie w Polsce i w Kanadzie — Żeglarstwo — Lotnictwo — Pływanie na kanu w Kanadzie
Harcerzem nigdy nie byłem, jedynie zuchem — w 1969 roku, w pierwszej klasie szkoły podstawowej, i to nie dłużej niż przez jeden miesiąc. Nie mam pojęcia dlaczego, ponieważ harcerstwo w naszej szkole działało bardzo prężnie. Nie przypominam sobie jednak, aby należeli do niego moi najbliżsi koledzy, co zapewne było głównym powodem, dla którego nie kontynuowałem członkostwa w tej organizacji. Na szczęście nie było żadnego przymusu ani szczególnej presji, aby do niej wstąpić. (Harcerstwo, czyli polski ruch skautowy, odgrywało w PRL-u ważną rolę wychowawczą. Chociaż organizacja pozostawała pod wpływem władz komunistycznych, członkostwo w niej nie było formalnie obowiązkowe.)
W 1978 roku zapisałem się na kurs nurkowania organizowany przez Harcerski Klub Podwodny Wanda (HKP Wanda), którego zajęcia odbywały się na krytej pływalni Legii w Warszawie. Jeździliśmy również nurkować w podwarszawskich stawach i jeziorkach.
![]() |
| Wraz z instruktorem, prezesem i założycielem klubu Piotrem K. (z lewej strony) - nurkowanie na podwarszawskim stawie, 1978/79 |
![]() |
| Nurkowanie na podwarszawskim stawie z J.Ł. (po prawej), 1978/79. Zastanawiam się, gdzie się podziały te moje gęste włosy? |
O wiele bardziej odpowiadało mi nurkowanie z rurką na Karaibach. Już na głębokości jednego czy dwóch metrów można było podziwiać przepiękne rafy koralowe — zrobiłem nawet trochę zdjęć — a na głębokości 10 czy 20 metrów widoki musiały być jeszcze bardziej imponujące. Mimo to również wtedy nie zainteresowałem się nurkowaniem z butlą, chociaż uzyskanie certyfikatu było tam nieporównywalnie łatwiejsze niż w Polsce. Ba, niektórzy wręcz twierdzili, że de facto certyfikat po prostu się kupowało...
![]() |
| Nurkowanie z rurką na Kubie, styczeń 2010 roku |
Z drugiej strony poznałem człowieka, który posiadał własny sprzęt i nurkował zarówno w Ontario, jak i na Karaibach bez jakiegokolwiek certyfikatu, ponieważ — jak twierdził — nigdy nikt go nie wymagał, a teorię i praktykę znał doskonale. Można i tak...
Natomiast w Kanadzie — a dokładnie w Ontario — miejscowość Tobermory (45°15'28.3"N 81°39'49.5"W / 45.257861, -81.663750), położona na krańcu Półwyspu Bruce (Bruce Peninsula), około 300 km na północny zachód od Toronto, przyciąga entuzjastów nurkowania z całego świata.
![]() |
| Tobermory, Ontario - mekka dla płetwonurków! |
Położony na krańcu Półwyspu Bruce akwen słynie z wyjątkowych możliwości nurkowania w wodach słodkich, charakteryzujących się niezwykłą przejrzystością. Widoczność pod wodą często sięga od 12 do 24 metrów, dorównując najlepszym tropikalnym miejscom nurkowym. Obszar ten może się poszczycić ponad 20 doskonale zachowanymi wrakami statków znajdującymi się na terenie Narodowego Parku Morskiego Fathom Five, na głębokościach od 3 do ponad 45 metrów, odpowiednich dla nurków o każdym poziomie zaawansowania 1)⬇. Fathom Five National Marine Park był pierwszym narodowym parkiem morskim w Kanadzie i jest uważany za jedno z najlepszych miejsc do nurkowania w Ameryce Północnej.
😁
CIEKAWOSTKA: W miasteczku Tobermory kończy się droga, a na wyspę Manitoulin Island (największą na świecie wyspę śródlądową) kilka razy dziennie kursuje prom.W 2016 roku młoda kobieta, jadąc późną nocą w ulewnym deszczu i mgle, kierowała się wskazaniami GPS-u. Pomyliła rampę dla łodzi z przedłużeniem drogi i wjechała prosto do lodowatej wody zatoki Georgian Bay. Udało jej się wydostać z samochodu i przepłynąć 30 metrów do brzegu w wodzie o temperaturze zaledwie 4°C. Przemoczona i wyziębiona dotarła do pobliskiego hotelu, aby wezwać pomoc.
Po przyjeździe do Kanady rozważałem zapisanie się do klubu płetwonurkowego i ukończenie kursu, jednak zniechęciła mnie duża ilość sprzętu, jaki trzeba posiadać i ze sobą wozić. Poza tym o wiele bardziej interesowały mnie prostsze aktywności, niewymagające dużych nakładów finansowych ani zakupu specjalistycznego wyposażenia. I jednak wolałem pływać NA wodzie, a nie POD wodą...
Bardzo poważnie zastanawiałem się również nad zapisaniem się do klubu żeglarskiego i nawet w połowie lat 80. odwiedziłem dwa takie kluby położone nad Jeziorem Ontario. Tutejsze żeglarstwo bardzo różni się jednak od tego w Polsce. Na otwartych wodach Jeziora Ontario żeglowanie wydaje mi się raczej monotonne, natomiast na wodach przepięknej zatoki Georgian Bay (45°21'32.2"N 80°54'57.8"W / 45.358944, -80.916056), będącej częścią jeziora Huron, bywa ono niebezpieczne z powodu tysięcy wysp i skał. Dlatego żaglówki spotyka się tam stosunkowo rzadko, a dominują łodzie motorowe.
![]() |
| Typowy krajobraz na zatoce Beaverstone Bay, części zatoki Georgian Bay w pobliżu wyspy Philip Edward Island (2010 r.) Przepiękne widoki, ale pływanie motorówkami lub żaglówkami jest niebezpieczne z powodu licznych skał. |
Przepiękne, malownicze brzegi, uformowane ze skał typowych dla Tarczy Kanadyjskiej, są w praktyce trudno dostępne dla większych jachtów. Nawet najbardziej doświadczeni wodniacy miewają tam wypadki, uderzając w podwodne skały lub brzeg — czego dwukrotnie byłem świadkiem, podobnie jak widoku motorówek po takich kolizjach.
Trzeba również uwzględnić koszty zakupu i utrzymania żaglówki. Rozmawiając z żeglarzami, byłem nieco zszokowany całkowitymi wydatkami związanymi z transportem, zimowaniem jednostki w marinach oraz jej ubezpieczeniem. Jeden z moich klientów kupił jacht, którego wyposażenie w elektronikę, akumulatory, GPS, panele słoneczne i inne gadżety kosztowało go mnóstwo pieniędzy, czasu i wysiłku — a mimo to spędzał na wodzie latem niecały miesiąc.
Natomiast żeglarstwo morsko-oceaniczne kompletnie do mnie nie przemawiało, pomimo iż miałem okazję popłynąć zarówno na Karaiby, jak i wzdłuż wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych.
![]() |
| Na południu od wyspy Philip Edward Island na północnej części zatoki Georgian Bay w Ontario (2010 r.) Krajobraz jest niesamowity... lecz nie wyobrażam sobie pływania na tym akwenie żaglówkami. Natomiast kanu jest idealne! |
Mogę jeszcze dodać, że przez pewien czas poważnie rozważałem zrobienie... licencji pilota ✈! Skorzystałem nawet z dwóch lotów zapoznawczych, podczas których instruktor oczywiście pozwolił mi przejąć stery i gorąco zachęcał do zapisania się na kurs.
Na szczęście szybko porzuciłem ten pomysł. Po przejrzeniu podręczników doszedłem do wniosku, że nie bardzo mam ochotę przyswajać ogromne ilości różnorodnych informacji, zwłaszcza że zdawałem sobie sprawę, iż samodzielnie latałbym bardzo rzadko. I chociaż kilka razy leciałem jako pasażer małymi samolotami przystosowanymi do lądowania na wodzie, staram się unikać tego rodzaju środka transportu.
W 1991 roku, będąc z kolegą na biwaku w przepięknym Parku Bon Echo w Ontario, po raz pierwszy wypożyczyliśmy kanu. Niestety, okazało się ono tak straszliwie wywrotne, że pomimo licznych prób nie potrafiliśmy nawet do niego wsiąść — czym dostarczyliśmy sporo rozrywki obserwującym nas turystom. Zamiast kanu otrzymaliśmy starą łajbę wiosłową, która okazała się znacznie stabilniejsza.
![]() |
| Chyba tylko kanu (lub kajak) pozwala na tak bliskie obcowanie z tego rodzaju przepięknymi, skalnymi terenami. Zatoka Georgian Bay, na wyspie Solomon Island, widok na południowe brzegi wyspy Philip Edward Island. |
W 1995 roku zapisałem się w Toronto do klubu nad Jeziorem Ontario na weekendowy kurs pływania na kanu, a kilka miesięcy później, w sierpniu 1995 roku, wziąłem udział w pierwszej tygodniowej wyprawie biwakowo-kanu po absolutnie przecudownej French River (Rzece Francuskiej) oraz zatoce Georgian Bay w Ontario. Była to jedna z najpiękniejszych wycieczek mojego życia. Jeszcze tego roku wybrałem się na 3 następne wyprawy biwakowo-kanu do Stanów Zjednoczonych: pływaliśmy po rzece Current River w stanie Missouri, w mokradłach/bagnach Okefenokee Swamp w południowej Georgii i północnej Florydzie i w cudownym parku Everglades w południowej części Florydy i na Zatoce Meksykańskiej. Pływanie na kanu naprawdę mnie wciągnęło!
![]() |
| Moja współtowarzyszka podróży i współwłaścicielka kanu podczas naszej dziewiczej wyprawy nowym kanu dookoła wyspy Philip Edward Island na północy zatoki Georgian Bay w 2010 roku. To była niepowtarzalna podróż! Właśnie jesteśmy koło skały, którą Catherine ochrzciła "The Kissing Rock", bo przypomina jej Hershey's Kisses (czekoladki firmy Hershey's). W następnych latach kilkakrotnie płynęliśmy tą trasą i zawsze się koło niej zatrzymywaliśmy. |
Od tamtej pory kanu stało się integralną częścią moich wakacyjnych wojaży. W 2010 roku kupiłem własne kanu (a właściwie wspólnie z moją towarzyszką podróży), które pozwoliło nam odbyć ponad 100 wycieczek, dopłynąć do ogromnej liczby przepięknych miejsc, biwakować w niepowtarzalnych i trudno dostępnych zakątkach, a także kilkakrotnie zobaczyć podwodne wraki statków.
![]() |
| Rzeczywiście, wielokrotnie zastanawiam się, jakim cudem tą malutką łajbą można dopłynąć w tak wiele miejsc, a często na otwartych wodach rozległych jezior |
Nieraz sam byłem zdziwiony, że tak mała, lekka, prosta i wręcz prymitywna łajba umożliwia eksplorację najpiękniejszych, ledwie dostępnych zakątków — zatoczek, przesmyków, skalnych wysepek, odnóg, wąskich kanałów i bardzo płytkich akwenów. A gdy brakuje wody, również da się przemieścić dalej, pchając kanu po piasku, płyciznach czy trzcinach lub, w najgorszym przypadku, przenosząc je na plecach. Poza tym bardzo szybko można dopłynąć do brzegu, rozbić namiot, wciągnąć kanu na skały i przy ognisku podziwiać niezapomniane widoki, nie martwiąc się praktycznie o nic więcej.
![]() |
| Fragment wyspy Philip Edward Island, widok z satelity |
![]() |
| Zachodnia część wyspy Philip Edward Island. Jak widać na mapie oraz na powyższym zdjęciu satelitarnym, otaczające wyspę wody zatoki Georgian Bay usiane są niezliczonymi wyspami, maleńkimi skalnymi wysepkami, zatoczkami i wąskimi przesmykami. W rzeczywistości jednak zarówno mapa, jak i zdjęcie satelitarne nie oddają złożoności tego obszaru i pokazują jedynie niewielką część tutejszego labiryntu skalnych raf oraz wysepek. Niektóre z tych skał znajdują się tuż pod powierzchnią wody i są niemal niewidoczne. Nawet płynąc kanu, wielokrotnie uderzaliśmy o nie dnem. Mimo że przez cały czas korzystałem z odbiornika GPS, nieraz gubiłem się w tym prawdziwym labiryncie. Przed upowszechnieniem się nawigacji satelitarnej nawet najbardziej doświadczeni wodniacy potrafili stracić wiele czasu na odnalezienie właściwej trasy. Dlatego żeglarze, jeśli decydują się na żeglugę po tych akwenach, muszą trzymać się z dala od skalistych brzegów i niebezpiecznych płycizn. A przecież właśnie tam kryją się najpiękniejsze zakątki tego niezwykłego krajobrazu! To właśnie kanu, kajak lub niewielka łódka pozwalają stosunkowo bezpiecznie manewrować pomiędzy skalnymi wysepkami i przesmykami oraz podziwiać ich niepowtarzalne piękno i spektakularny charakter. Warto dodać, że podobnie wygląda znaczna część wschodnich wybrzeży zatoki Georgian Bay. |
Wracając do naszego pierwszego niefortunnego doświadczenia z kanu w 1991 roku — zanim kupiłem własną łajbę, wielokrotnie odbywaliśmy dłuższe wycieczki wypożyczonymi kanu. Od czasu do czasu trafiały nam się jednostki bardzo wywrotne i niestabilne — do tego stopnia, że każdy bardziej gwałtowny ruch musieliśmy wykonywać niezwykle ostrożnie. Często byliśmy wręcz zmuszeni siadać na podłodze kanu, aby obniżyć środek ciężkości i uniknąć potencjalnej wywrotki.
Obecnie mogę definitywnie stwierdzić, że nasze kanu jest absolutnie idealne: obszerne (5,2 metra / 17 stóp), bardzo stabilne, szybkie i lekkie (poniżej 27 kg / 60 funtów) — tak doskonałe, że dałbym mu ocenę 10 na 10 gwiazdek!
Zresztą przez ponad 15 lat pływania ani razu nie mieliśmy wywrotki, chociaż zdarzyło się kilka sytuacji, kiedy naprawdę mocno się przestraszyliśmy, gdy fale przelewały się przez burty.
Tak więc w 1991 roku w Parku Bon Echo po prostu trafiliśmy na wyjątkowo wywrotne kanu — najmniej odpowiednie dla początkujących.
Z punktu widzenia współczynnika korzyści do kosztów (benefit/cost ratio) uważam, że w przypadku posiadania i użytkowania kanu jest on niezwykle wysoki — nieporównywalnie wyższy niż w przypadku nurkowania czy żeglowania (przynajmniej dla mnie).
Najlepszym dowodem są chyba moje liczne bilingwalne blogi turystyczne, poświęcone między innymi wyprawom kanu: www.ontario-nature-polish.blogspot.ca.
Więcej od autora
Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz