czwartek, 6 sierpnia 2026

Gustaw Holoubek — jedna z największych postaci polskiej kultury XX wieku

W 1975 roku byłem w Teatrze Dramatycznym w Warszawie na „Zemście” Aleksandra Fredry w reżyserii Gustawa Holoubka (1923–2008), który jednocześnie wcielał się w rolę Rejenta Milczka. Po spektaklu udało mi się zdobyć jego autograf — jeden z cenniejszych w mojej kolekcji.

Gustaw Holoubek

W przedstawieniu występowała również jego żona, Magdalena Zawadzka, w roli Klary. Jeśli dobrze pamiętam, widziałem ich wychodzących razem po spektaklu — i do dziś żałuję, że nie poprosiłem wtedy także o jej podpis.

Holoubka miałem okazję zobaczyć ponownie wiele lat później, już w Toronto, w latach 80., dokąd przyjechał wraz z Magdaleną Zawadzką. Podczas jednego ze spotkań deklamował m.in. „Wielką Improwizację” z „Dziadów” Adama Mickiewicza — jeden z najbardziej wymagających i symbolicznych monologów w polskiej literaturze romantycznej. Jego interpretacja zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Następnego dnia odbyło się kameralne spotkanie z nim i towarzyszącymi mu osobami w rezydencji mojego ówczesnego pracodawcy. Niestety, nie brałem w nim udziału — czego do dziś trochę żałuję.

Choć Holoubek był przede wszystkim aktorem teatralnym i to na scenie osiągnął swoje największe sukcesy, zapamiętałem go również z ról filmowych. Szczególnie utkwił mi w pamięci w dwóch komediach: „Gangsterzy i filantropi”, gdzie zagrał szefa gangu, oraz „Jutro premiera”, w którym wystąpił w roli głównej. Już wtedy zwróciłem uwagę na jego niezwykły talent — potrafił nadać swoim postaciom głębię, inteligencję i charakterystyczny, niepowtarzalny styl.

Dziś, z perspektywy czasu, jeszcze wyraźniej widać, jak wybitną był postacią — aktorem, reżyserem i intelektualistą, który na trwałe zapisał się w historii polskiego teatru i filmu.

A przy okazji przytoczę pewną anegdotę o sztuce „Zemsta”. W scenie, gdy Cześnik dyktuje Dyndalskiemu list, aktor grający Cześnika spostrzegł, że pióro upadło na podłogę, czego aktor w roli Dyndalskiego nie zauważył—i gdy Cześnik każe mu pisać, ten, nie mogąc znaleźć pióra, po prostu mu mówi, „ale pióra nie ma”.

        — Tu jest pióro, stara ciuro — mówi Cześnik, wskazując na leżące na podłodze pióro.

Źródło: Wikimedia Commons

Blogs are also available in the English language / Blogi są również dostępne w języku angielskim

******

Więcej od autora

Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Blog o podróżach: http://ontario-nature-polish.blogspot.ca/

6 komentarzy:

  1. Noooo to faktycznie cenny autograf. Znam Holoubka z kilkunastu chyba filmów. Zawsze wywierał wielkie wrażenie i zapadał w pamięć. W filmie Konwickiego "Lawa" mówi monolog Konrada "Wielką Improwizację" jako dojrzały już poeta Mickiewicz. Rewelacja, bo on mówi ten cały monolog prawie nie mrugając, a połowa jego twarzy jest w cieniu. Widać tylko twarz i cała interpretacja mieści się w głosie aktora - mistrzostwo. Inna sprawa, ze Konwicki jako reżyser wymyślił to genialnie.
    A propos anegdoty, gdy się chodzi na spektakle na żywo, można nieraz widzieć, jak aktorzy improwizują. Byłam świadkiem jak Zdzisław Wardejn dostał takiego ataku śmiechu, że nie mógł dokończyć kwestii. Innym razem widziałam jak aktorowi ktoś na scenie przesunął krzesło i się o nie potknął. I słynna często powtarzana anegdota, jak kto podczas wystawiania Szekspirowskiego "Ryszarda III", gdy na kwestię aktora "Konia! Królestwo za konia!" ktoś z widowni sobie zażartował i zapytał:' "A osioł nie wystarczy?", aktor odparł natychmiast: "Wystarczy, prosimy na scenę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Gustaw Holoubek był przede wszystkim aktorem teatralnym. Dopiero po przyjeździe do Kanady obejrzałem na YouTube kilka filmów z jego udziałem i muszę przyznać, że również na ekranie był znakomity. Zresztą do teatru w Polsce nie chodziłem zbyt często – myślę, że przez całe życie widziałem może 20–30 przedstawień.

      Mam płytę Wielkie monologi romantyczne – Słowacki: „Kordian”, Mickiewicz: „Dziady” w wykonaniu Wojciecha Gogolewskiego. W Polsce słuchałem jej kilkadziesiąt razy. W ogóle bardzo lubiłem Mickiewicza, Słowackiego i Norwida, najprawdopodobniej dzięki naszej polonistce, która była wręcz zakochana w romantyzmie i potrafiła zarazić nim swoich (niektórych) uczniów.

      Ponieważ mam sporo płyt i kaset magnetofonowych, właśnie wczoraj pomyślałem o kupnie niedrogiego odtwarzacza, który umożliwia również digitalizację nagrań do formatu MP3. Z ogromną przyjemnością wróciłbym do wielu z tych nagrań po tylu latach.

      Pamiętam, że podczas jednego przedstawienia aktorka przewróciła się na scenie. Z kolei inna aktorka opowiadała mi, że kiedy wyszła na scenę i miała śpiewać oraz tańczyć, nagle zorientowała się, że jej suknia nie została zapięta. Wystarczyło wykonać kilka energiczniejszych ruchów i suknia mogła po prostu opaść. Zaśpiewała więc cały swój numer niemal bez poruszania się, a potem z wielką ostrożnością zeszła ze sceny. Publiczność oczywiście niczego się nie domyśliła.

      Anegdota z „Ryszardem III” jest świetna! Przypomniał mi się inny dowcip z czasów PRL-u.

      Józef Cyrankiewicz przechodził obok pomnika Feliksa Dzierżyńskiego, gdy nagle usłyszał jego głos:
      — Poniatowski na pomniku siedzi na koniu, Sobieski też jest na koniu, a ja stoję. Tak bardzo chciałbym dosiąść konia!
      Zaskoczony Cyrankiewicz pobiegł z tą nowiną do I sekretarza PZPR, Władysława Gomułki. Postanowili razem pójść pod pomnik i osobiście sprawdzić, czy to możliwe.
      Kiedy stanęli przed pomnikiem, Dzierżyński spojrzał z niesmakiem na Gomułkę, po czym zwrócił się do Cyrankiewicza:
      — Prosiłem o konia, a ty przyprowadziłeś osła!

      Usuń
    2. Dobre :-)))) Dowcipy z czasów komunistycznych do dziś bawią. Były odbiciem nastrojów społeczeństwa.

      Mam mnóstwo kaset magnetofonowych, nadal mogę je odtwarzać w starym magnetofonie. Digitalizacja to dobry pomysł, ale jak zawsze, trzeba znaleźć na to czas. Mój brat już ileś lat zamierza zdigitalizowć stare filmy z kaset VHS i wciąż nie ma czasu.

      Usuń
    3. Stalin kolekcjonował dowcipy o sobie — a przy okazji również ich autorów.

      Posiadam jeszcze kasety wideo w formacie Hi8. Niektóre nagrania są naprawdę ciekawe i chętnie zamieściłbym je kiedyś na YouTube.

      W lipcu 2001 roku pojechałem na pielgrzymkę do „amerykańskiej Częstochowy”, czyli do Narodowego Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej (National Shrine of Our Lady of Czestochowa), położonego niedaleko miasteczka Doylestown w Pensylwanii. Nagrałem tam m.in. legendarnego o. Michała Zembrzuskiego, założyciela tego sanktuarium, które powstało w 1955 roku.

      Podczas tej samej podróży zwiedzaliśmy również Nowy Jork — tak, zaledwie niecałe dwa miesiące przed zamachami z 11 września! Mam między innymi nagranie, na którym jedziemy windą w World Trade Center, jesteśmy na dachu, a także ujęcia samych wież i ich najbliższej okolicy.

      Myślę, że mają pewną wartość historyczną.

      Usuń
  2. Aktor miał wiele wspaniałych ról.
    Pamiętam wspomnienia Magdaleny Zawadzkiej o mężu.
    Gdy przebywali długi czas w Stanach , Holoubek zatęsknił za schabowym z kapustą, choć u gospodarzy jedli same frykasy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałem, że byli dobrym małżeństwem, pomimo że początkowo Zawadzka nie była zbyt zainteresowana jego osobą.

      Nie tylko on tęsknił za polskim jedzeniem. Dlatego sklepy polskie mają tak duże powodzenie, bo nigdzie indziej nie kupi się takiego jedzenia.

      Usuń