W roku szkolnym 1974/75 w naszej szkole podstawowej zapowiedziano wizytę aktora. Okazało się, że był nim egipski aktor Ahmed Hegazi (1935–2002).
Najbardziej znanym na arenie międzynarodowej filmem z jego udziałem jest Al-Mummia (pol. Mumia, ang. Night of Counting the Years), uznawany dziś za jedno z najważniejszych dzieł kina egipskiego. Wystąpił on również w polskich produkcjach — filmowej i telewizyjnej wersji W pustyni i w puszczy (w roli Gebhra) oraz w filmie poświęconym królowi Kazimierzowi Wielkiemu.
Był bardzo otwartym i sympatycznym człowiekiem, a co najciekawsze — mówił po polsku. Podobno nauczył się naszego języka podczas pracy na planie filmowym. Nie wiem, czy była to prawda, ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić, aby ktokolwiek był w stanie nauczyć się zupełnie odmiennego języka, na przykład arabskiego, jedynie podczas kręcenia filmu. W każdym razie jego polszczyzna zrobiła na mnie duże wrażenie.
Podczas spotkania opowiadał różne anegdoty związane z filmem W pustyni i w puszczy oraz swoją rolą. Następnie ogłosił, że będzie rozdawał autografy.
Spryciarz nie był jednak zbyt chętny do podpisywania przypadkowych kartek papieru. Zamiast tego przyniósł ze sobą własne fotografie, które od razu sprzedawał po 10 złotych za sztukę. Ot, arabska przedsiębiorczość w najlepszym wydaniu! 😄
Nie pamiętam już, jakim sposobem udało mi się to osiągnąć, ale ostatecznie podpisał również moją książeczkę, dzięki czemu wzbogaciłem swoją kolekcję o kolejny autograf.
───────────────────────
JUŻ WKRÓTCE!
────────────────────────
Jakiś czas temu zacząłem pisać wspomnienia poświęcone mojej szkole podstawowej. Początkowo sądziłem, że będzie to stosunkowo krótki tekst, skupiający się przede wszystkim na samej szkole, nauczycielach, kolegach i szkolnych wydarzeniach.
Szybko jednak okazało się, że pamięć ma swoje własne prawa… Jedno wspomnienie zaczęło prowadzić do następnego, a opowieść stopniowo zaczęła wykraczać daleko poza mury szkoły i czasy szkolne. W rezultacie tekst rozrósł się do takich rozmiarów, że musiałem podzielić go na cztery części. Dwie pierwsze części będą poświęcone tematom szkolnym, a pozostałe m.in. przedwojennej Komunistycznej Partii Polskiej oraz czasom okupacji niemieckiej.
Pierwsza część cyklu „SZKOŁA PODSTAWOWA NR 221 I OTOCZENIE — HISTORIA MAŁEGO FRAGMENTU WARSZAWY” zostanie opublikowana 1 września 2026 roku — dokładnie w 57. rocznicę rozpoczęcia przeze mnie nauki w szkole podstawowej. Co ciekawe, nadal całkiem dobrze pamiętam ten dzień.
Jeżeli pamiętacie szkołę z tamtych czasów, Warszawę sprzed lat i codzienne życie w PRL-u, być może znajdziecie tu również coś, co Wam przypomni własne dzieciństwo i czasy szkolne.
******
Blogs are also available in the English language / Blogi są również dostępne w języku angielskim
******
Więcej od autora
Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.

Haha, ale się uśmiałam z końcówki historii z Ahmedem :) Najwidoczniej załapałeś się na wyjątkową promocję – dwa autografy w cenie jednego :D
OdpowiedzUsuńRaczej nie kojarzę tego aktora, ale już ma mój szacunek za znajomość pięknej polszczyzny! Zawsze podziwiam obcokrajowców, którzy swobodnie operują językiem polskim. Moim zdaniem to trudny język do nauki z tymi wszystkimi deklinacjami i koniugacjami.
Kto wie? Może było to wytłumaczenie wyssane z palca, a może "najprawdziwsza prawda"?
Istnieją ludzie ze słuchem absolutnym, to pewnie istnieją też tacy, którzy są w stanie przyswoić obcy język na planie filmowym, jeśli tylko film jest odpowiednio długo kręcony ;)
No i pozostaje też kwestia samej znajomości języka – czy była ona podstawowa czy zaawansowana.
Mało kto kojarzy tego aktora, ale ci, co oglądali film, na pewno go sobie przypomną.
UsuńJęzyk polski jest jednym z najtrudniejszych do nauczenia się. Osoby uczące go w pewnym wieku raczej nigdy nie opanują jego gramatyki (z wyjątkiem tych, co mówią podobnymi językami). Zresztą i ja wiele razy muszę sprawdzać deklinacje i koniugacje w słownikach.
Jego język był na tyle płynny, że mógł nam opowiadać sporo o kręceniu filmu, o pewnych scenach i co ciekawszych epizodach. Godne podziwu!
Niektórzy pisarze nie chcieli podpisywać żadnych innych rzeczy (notatników, albumów), jedynie swoje książki. Do tej pory pamiętam, jak w wieku 12-13 lat podszedłem na kiermaszu w Warszawie do jednego autora, po długim staniu w kolejce, i dałem mu do podpisania mój albumik z autografami. Odtrącił go, mówiąc szorstko, że „nie będzie podpisywał żadnych karteluszek.”
Już będąc w Kanadzie, znalazłem na Internecie wydanie „Trybuny Ludu” z 1952 roku, z ogromnym nagłówkiem na pierwszej stronie „Naród polski gorąco pozdrawia Bolesława Bieruta pierwszego Budowniczego Polski Ludowej w 60 rocznicę Jego urodzin”.
Tak sobie pomyślałem—jakby to było fajnie wtedy dać owemu pisarzowi - poecie to wydanie „Trybuny” do podpisania—bo właśnie w nim ukazał się wiersz jego autorstwa „List do Prezydenta”, w którym autor się niemal korzy przed Bierutem i deklaruje lojalność wobec władz komunistycznych i nowego systemu! Obawiam się jednak, że nie byłby on zbytnio zachwycony przypomnieniem mu tego niesławnego panegiryku, który z pewnością pragnął puścić w zapomnienie. Może nawet skonfiskowałby mi tę gazetę?
Prawie-że zapomniałem napisać, jak się nazywał ów wybitny poeta i literat: JAROSŁAW IWASZKIEWICZ.
To mnie zaskoczyłeś! Nie pamiętałam tego aktora. A przecież oglądałam wspomniane przez Ciebie filmy.
OdpowiedzUsuńNie chodziłam do szkoły w Warszawie. Ale zapewne znajdą się liczne analogie do mojej podstawówki, chociaż nie pamiętam pierwszego dnia, kiedy tam poszłam do pierwszej klasy. W ogóle pamięć szkolną mam dosyć wybiórczą.
Pewnie musiałabyś film ponownie obejrzeć, aby sobie go przypomnieć. Ja też go nie pamiętam—film oglądałem bardzo dawno temu.
UsuńDwa pierwsze odcinki bloga będą o szkole i szkolnych anegdotach i wydarzeniach; dwa ostatnie o „Domu Partii”, znajdującym się prawie-że vis-à-vis mojego bloku (!), KPP i co poniektórych jej działaczy oraz tragicznych wydarzeń, które miały miejsce nieopodal szkoły.
Pamiętam świetnie 1 września 1969 roku—pójście do szatni (bo chyba zmienialiśmy obuwie), powitanie na sali gimnastycznej (gdzie spotkałem wiele znajomych z osiedla koleżków), spotkanie już w klasie z wychowawczynią, wybranie po raz pierwszy dwóch „dyżurnych” klasowych (nawet pamiętam, kto to był) i dwudziestosekundową drogę ze szkoły do domu. I pamiętam też ostatni dzień szkoły w czerwcu 1970 roku!
Do naszej szkoły nikogo nie zapraszano, ale organizowano nam wyjścia do kina i filharmonii. Czekam na cykl szkolny.
OdpowiedzUsuńNie pamiętam, aby zapraszano jakichkolwiek aktorów czy artystów do szkoły podstawowej lub ogólniaka—co najwyżej weteranów wojennych, raz faceta z małym niedźwiadkiem oraz jakąś grupę „magików”. To wszystko.
UsuńDo filharmonii czy opery nigdy nie wybraliśmy się ze szkołą. Do kina b. rzadko—raz poszliśmy do kina „Aurora” w Warszawie na film w oficjalnej wersji językowej (po rosyjsku), który okazał się tak strasznie beznadziejny i nudny, że po jakimś czasie nikt go nie oglądał i zapanowała „imprezowa” atmosfera—nawet nauczycielki nie zwracały nam uwagi, bo same pewnie były zszokowane tym „dziełem” sztuki filmowej.
Mam nadzieję, że cykl szkolny Ciebie zainteresuje.