Pewnie każdy z nas w dzieciństwie coś kolekcjonował. W czasach PRL nawet tak proste rzeczy jak kapsle, pudełka po zapałkach, historyjki obrazkowe z gum do żucia, zagraniczne puszki i butelki po piwie i innych napojach, paczki po papierosach czy znaczki pocztowe bardzo często trafiały do kolekcji moich rówieśników. Sam również gromadziłem takie przedmioty — do dziś pamiętam np. plastikową paczkę po papierosach firmy „Philip Morris”, która była wówczas szczególnie poszukiwanym „artefaktem” wśród młodych zbieraczy, czy puszkę po piwie.
Zbierałem także znaczki pocztowe — miałem nawet abonament i co kwartał otrzymywałem nowe wydania (co prawda ostemplowane, ale za to tańsze). Do dziś posiadam jeden klaser, zawierający również wiele znaczków przedwojennych.
![]() |
| Ten znaczek zapewne otrzymałem od ojca mojego kolegi na Targach Poznańskich |
![]() |
| Oryginalny bilet wstępu na Międzynarodowe Targi Poznańskie z czerwca 1974 roku |
![]() |
| Fotografia z kwietnia 2026 roku |
Kilkanaście lat po moim wyjeździe do Kanady tylko część kolekcji do mnie wróciła — i ponownie przypiąłem ją do maty, wzbogacając o kilkanaście znaczków zdobytych już w Kanadzie. Do dziś wisi ona w moim biurze i przez lata była świetnym „conversation starter” — często przyciągała uwagę klientów i prowadziła do ciekawych rozmów. Niejednokrotnie zamiast skupiać się wyłącznie na sprawach zawodowych, spędzałem sporo czasu na rozmowach, które zaczynały się od jednej małej przypinki! Bardzo miło wspominam te chwile — czasem przerywane przez sekretarkę przypominającą, że czekają już kolejni klienci. Zawsze jednak uważałem, że nie żyje się tylko po to, aby pracować, i chętnie dzieliłem się swoimi zainteresowaniami — zarówno tymi z Polski, jak i tymi rozwijanymi już w Kanadzie (o których piszę na moim blogu turystycznym: https://ontario-nature-polish.blogspot.com/).
W kolejnych wpisach będę zamieszczał zdjęcia znaczków wraz z opisami i refleksjami — pojawią się też inne ciekawe przedmioty, a czasem po prostu same wspomnienia.
Blog dostępny jest również w języku angielskim, choć mam świadomość, że poruszane tu tematy mogą być bardziej interesujące dla czytelników znających realia Polski z tamtych lat.
Jeżeli jednak ten tekst zainteresuje zagranicznych czytelników, w miarę możliwości z przyjemnością odpowiem na ich pytania. Czasami moje odpowiedzi do pozostawionych komentarzy mogą być opóźnione: gdy podróżuję, zazwyczaj rzadko kiedy używam telefonu komórkowego (traktuję go jako zło konieczne), nie mam dostępu do mojego konta, albo w ogóle nie mam dostępu do Internetu, bo na wielu terenach nie ma zasięgu telefonii komórkowej.
Na koniec zaznaczam, że część informacji będzie pochodziła z Wikipedii oraz innych źródeł internetowych.
Blogs are also available in the English language / Blogi są również dostępne w języku angielskim
******
Więcej od autora
Również prowadzę od 2010 roku blogi podróżnicze, zawierające dużo ciekawych informacji o przyrodzie, historii i podróżach w Ameryce Północnej i na Kubie.





Niesamowicie różnorodne są te Twoje zbiory kolekcjonerskie. Nie wiem czy Ci dorównam ale też mam wiele najróżniejszych rzeczy które dla innych mogą być po prostu śmieciami. Bilety z różnych miejsc, pocztówki, szyszki, dziwne korzenie, zasuszone kwiatki... najbardziej dziwna rzecz to chyba znajdujący się w pudełeczkach piasek z nad mórz. W jednym pudeleczku jest piasek z nad Morza Czarnego zebrany w Bałcziku a w drugim z nad Morza Północnego zebrany na plaży w Edynburgu.
OdpowiedzUsuńZnaczków miałem kiedyś więcej, ale czas zrobił swoje…
UsuńOd dawna nie kupuję już typowych pamiątek. Znacznie chętniej przywożę muszelkę, ciekawy kamyczek czy pocztówkę z ozdobną, datowaną pieczątką. A jeśli już mam coś kupić, to stokroć bardziej wolę mały znaczek, interesującą naklejkę albo drobny, oryginalny wyrób rękodzielniczy niż duży „souvenir”, często z obowiązkowym napisem „Made in China” 🙂
Imponujące! To może być wielka historia w małych znaczkach. Sama mam kilkadziesiąt przypinek, ale to akie, które przypominają mi o jakimś osobistym udziel w wydarzeniu. Z drugiej strony, gdyby nie takie pamiątki, z czasem w pamięci zatarłyby się daty i okoliczności jakichś wydarzeń, a nawet fakt, że gdzieś tam byłam.
OdpowiedzUsuńPraktycznie każdy znaczek w mojej kolekcji wiąże się z jakąś historią, którą będę opisywał na blogu — nie tylko dotyczącą samego jego zdobycia. Często staje się on również pretekstem do przedstawienia różnych, mniej lub bardziej powiązanych wspomnień i epizodycznych historyjek, pokazujących rozmaite aspekty życia w czasach PRL-u i nie tylko.
UsuńAktywnego zbierania znaczków zaprzestałem już dawno — dziś ich liczba jest ogromna i musiałbym mieć podobnych mat całe dziesiątki, aby je wszystkie wyeksponować. Mimo to od czasu do czasu nadal lubię powiększyć kolekcję o coś naprawdę wyjątkowego, zwłaszcza jeśli wiąże się to z moimi podróżami i wspomnieniami.
To ja byłam wyżej, ale mnie nie zalogowało :-) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńA ja nawet chciałem się zapytać, "Kto Ty jesteś, Anonimie?" 😁
UsuńA ja ... ponieważ znam Notarię osobiście... domyślałam się że to Ona :-))
Usuń😀😀😀
UsuńAleż to historia ukryta w znaczkach, proporczykach i przypinkach! Pamiętam, że takie słomkowe maty były popularne w PRLu jako ozdoba pokoju. Miała je młodzież, turyści, różni działacze i sportowcy. Przypominam sobie: kapsle, w które się nawet grało, historyjki z gum do żucia i puszki. Teraz to trochę obciach, bo wartość może i mają, ale w punktach skupu. Wtedy był to powiew zachodu. Realia bardzo się zmieniły. Choć wciąż można zdobyć różne plakietki, znaczki i naklejki, to najczęściej na pamiątkę kupuje się: magnesy, pocztówki, rękodzieło lub lokalne przysmaki. Przyjemnego weekendu, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńMata być może pochodzi z Polski. Faktycznie, przypominam sobie gry w kapsle — do środka wkładało się m.in. kolorowe flagi różnych państw i zalewało je lakierem, a potem ścigało się kapslami po trasach wyrysowanych kredą, często z różnymi przeszkodami i zakrętami.
UsuńA co do gum do żucia — dwa tygodnie temu kupiłem w polskim sklepie w Toronto gumę „Donald”, niemal identyczną jak ta z czasów PRL-u, i ku mojej radości w środku również była historyjka! Tak, te gumy zdecydowanie „zalatywały” Zachodem 🙂
Nie przypuszczam, aby moja kolekcja znacząco się jeszcze powiększyła, ale wtedy zbieranie takich pamiątek sprawiało mi ogromną frajdę. Cieszę się, że nie tylko przetrwały do naszych czasów, lecz także że mogę dziś dzielić się związanymi z nimi wspomnieniami na blogu. Już od kilku tygodni pracuję nad kilkunastoma różnorodnymi wpisami, do których inspiracją stał się mały, pozornie nic nieznaczący metalowy znaczek, autograf czy fotografia.
Również życzę przyjemnego weekendu i serdecznie pozdrawiam!
Przeglądając zdjęcia w moich albumach, znalazłem jedno, na którym widnieje moja mata z Polski i dodałem je do powyższego wpisu.
UsuńData jego zrobienie jest iście historyczna...
Czyli przywiozłeś tę matę razem ze znaczkami z Polski.
UsuńPamiętna data...
Nawet nie wiem, czy to ta sama mata—chyba nie. Ja tego nie przywiozłem osobiście, bo ani razu nie byłem w Polsce od 1981 roku.
UsuńFaktycznie, datę trudno zapomnieć z kilka powodów.
Jacku, jak to możliwe, że prawie pół wieku nie byłeś w Polsce? Boisz sięvlatać, czy jeste pracoholikiem? Przyznaj szczerze. Przypomniałeś mi symboliczną datę. W 2025r. Pasikowski nakręcił film " Zamach na papieża". Myślę, że warto się zapoznać. Pozdrawiam.
UsuńLatać się nie boję — jakby nie było, odwiedziłem Kubę kilkanaście razy, a raczej trudno byłoby to zrobić samochodem czy nawet statkiem 😄 Pracoholikiem też, przynajmniej przez większą część roku, nie byłem.
UsuńW Polsce nie miałem rodziny, którą odczuwałbym potrzebę regularnie odwiedzać (a raczej odwrotnie). Poza tym Europa nigdy nie była dla mnie szczególnie atrakcyjnym kierunkiem podróży — wydaje mi się zbyt zatłoczona, ruchliwa i męcząca. O stokroć bardziej odpowiada mi podróżowanie po Kanadzie i USA w moim ulubionym stylu — samochodem, bliżej natury i z większą swobodą.
Nie przepadam też za samotnym podróżowaniem. Gdyby jednak moja partnerka zapragnęła pojechać do Polski, innych krajów Europy, Azji czy Ameryki Południowej, to jak najbardziej byłbym otwarty na taki wyjazd.
O filmie Pasikowskiego słyszałem, ale go nie oglądałem. Natomiast pamiętam dobrze atmosferę tamtego dnia — wśród nas niemal od razu pojawiło się przekonanie, że zamach został przygotowany przez KGB, i szczerze mówiąc, do dziś tego poglądu nie zmieniłem.
Pozdrawiam!
Och, ciekawa jestem kolejnych wpisów, bo każdy artefakt, to osobna historia.
OdpowiedzUsuńOj, zbierało się rózne rzeczy, w szarzyźnie komuny, to była jedyna gratka!
Makatki nad łóżkiem służyły do ochrony ścian, a myśmy znaleźli dla nich nowe zastosowanie:-)
Pozdrawiam serdecznie!
Dziękuję!
UsuńTak, w komunie wszystko stanowiło wartość, a puszka to Coca-Coli to marzenie (nie posiadałem 😥) I właśnie przypomniało mi się… na blacie łóżka przyklejałem też kalkomanie; żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia. Kompletnie zapomniałem o PRL-owskich kalkomaniach—pamiętam, że moczyło się je w wodzie, a potem ostrożnie nanosiło na różne obiekty! Muszę zobaczyć, czy coś takiego jest dostępne w Kanadzie—nawet pojęcia nie mam, jak się w języku angielskim nazywają. W każdym razie pamiętam, że leżąc w łóżku, spoglądałem m.in. na kolekcję kalkomanijnych motyli i ciem.
No właśnie, zaczynając opis znaczka, autografu czy zdjęcia, spodziewałem się, że wyjdzie najwyżej na pół strony, może stronę. I nagle patrzę—a tu już zaczynam czwartą stronę o nim pisać!
Serdecznie pozdrawiam!
Tak, kalkomanie, masz rację, to był hit swego czasu!
Usuńjotka
Sprawdzam czy uciekł komentarz.
OdpowiedzUsuńjotka
Komentarze są moderowane, bo przez jakiś czas otrzymywałem bardzo dużo reklam i spamu. Generalnie je zamieszczam tego samego dnia; gdy się dłużej nie pojawiają to oznacza, że wyjechałem i nie mam dostępu do Internetu. Generalnie staram się unikać używania Internetu podczas wyjazdów, robiąc sobie przerwę od tej technologii.
UsuńPrzychodzę z rewizytą :)
OdpowiedzUsuńWcale się nie dziwię, że Twoja mata jest wielokrotnie początkiem ciekawych rozmów, bo widząc coś podobnego, sama mam ochotę podejść, przeanalizować, obejrzeć – bez względu czy to regał pełen książek, lodówka zakryta magnesami z podróży, czy taka właśnie różnorodna kolekcja jak Twoja.
Przy okazji odblokowałeś mi wspomnienie z dzieciństwa, bo tak się składa, że przypadło ono na okres, kiedy panowała moda na słomianki na ścianach. Przypinało się do nich widokówki albo plakaty... Ech, fajne wspomnienia.
Mieliśmy też klaser ze znaczkami. Ciekawa jestem, czy przetrwał, czy już dawno ślad pod nim zaginął?
Dziękuję za miłe słowa i komentarz z Irlandii!
UsuńJedyną książką o Irlandii, jaką dotąd przeczytałem, była „Angela’s Ashes”. Jeśli dobrze pamiętam, przez bardzo długi czas zajmowała czołowe miejsca na listach bestsellerów. Rzeczywiście zrobiła na mnie duże wrażenie i pozwoliła poznać wiele faktów o Irlandii, o których wcześniej nie miałem pojęcia.
Mało kto posiada podobne maty ze znaczkami. Gdy odwiedzam gabinety lekarzy czy innych profesjonalistów, często z ciekawością oglądam ich księgozbiory albo różne wyroby artystyczne — one nieraz wiele mówią o człowieku. Najczęściej jednak książki dotyczą wyłącznie spraw zawodowych, a obrazy bywają zbyt modernistyczne jak na mój gust 😊 Największy problem miałem natomiast z dziećmi, które niemal natychmiast chciały „adoptować” jakiś znaczek do własnej kolekcji 😁
A skoro wspomniałaś o „początku ciekawych rozmów”, to w moim biurze wisi akwarela, której temat i autor wielokrotnie wywoływały ogromne zdumienie i podziw odwiedzających. Ale o tym obrazie wspomnę kiedyś szerzej na blogu!
Plakaty również miałem — pamiętam, że czasem kupowało się je wręcz od plakaciarzy rozwieszających je na słupach i tablicach ogłoszeniowych. Podobno niektóre z nich osiągają dziś całkiem wysokie ceny kolekcjonerskie. Niestety, żaden z moich nie przetrwał do obecnych czasów.
Klaser natomiast ocalał i kryje sporo ciekawych znaczków, między innymi trzy różnokolorowe z Adolfem Hitlerem, choć podobno były one niezwykle powszechne. Niedawno kupiłem też nowy klaser i może kiedyś umieszczę w nim ciekawsze znaczki kanadyjskie, które czasem wykorzystuję w blogach lub przy opowiadaniu o historii Kanady.
Niestety, mam wrażenie, że filatelistyka jako hobby niemal zanikła. Nawet klasery pełne dawniej cennych znaczków często mają dziś niewielką wartość materialną — trochę szkoda. Mam jednak nadzieję, że uda mi się zamieszczać skany tych najciekawszych na moim blogu i dzięki temu podzielić się ich historiami.
Serdecznie pozdrawiam!
A co z moim komentarzem?
OdpowiedzUsuńHej Ismena,
UsuńWłaśnie wróciłem z tygodniowych wakacji i przejrzałem wszystkie komentarze. Twój ostatni komentarz został zamieszczony w dniu 30 maja 2026 o godzinie 10:20 w temacie "Górska Odznaka Turystyczna" (https://kolekcje-wspomnienia.blogspot.com/2026/05/gorska-odznaka-turystyczna.html?showComment=1780150831671#c7105677256151378266). Żadnych innych niedawnych komentarzy od Ciebie (lub od innych osób), oczekujących na moderację, nie widzę--ani w blogu, ani w mojej poczcie. Postaraj się go wysłać ponownie.
Pozdrawiam!