czwartek, 21 maja 2026

Moja kolekcja metalowych znaczków, przypinek, zdjęć i innych pamiątek

Pewnie każdy z nas w dzieciństwie coś kolekcjonował. W czasach PRL nawet tak proste rzeczy jak kapsle, pudełka po zapałkach, historyjki obrazkowe z gum do żucia, zagraniczne puszki i butelki po piwie i innych napojach, paczki po papierosach czy znaczki pocztowe bardzo często trafiały do kolekcji moich rówieśników. Sam również gromadziłem takie przedmioty — do dziś pamiętam np. plastikową paczkę po papierosach firmy „Philip Morris”, która była wówczas szczególnie poszukiwanym „artefaktem” wśród młodych zbieraczy, czy puszkę po piwie.

Zbierałem także znaczki pocztowe — miałem nawet abonament i co kwartał otrzymywałem nowe wydania (co prawda ostemplowane, ale za to tańsze). Do dziś posiadam jeden klaser, zawierający również wiele znaczków przedwojennych.

Z czasem zacząłem kolekcjonować metalowe znaczki i przypinki. Ich głównym źródłem były Międzynarodowe Targi Poznańskie, na które co roku jeździł mój ojciec i przywoził mi nowe okazy. Raz pojechaliśmy tam całą rodziną — byłem wtedy w siódmym niebie! Co ciekawe, spotkałem na nich ojca mojego kolegi, mieszkającego w tym samym bloku, co ja--a do tego na tym samym piętrze--który zajmował wysokie stanowisko w centrali zakładów produkujących w PRL sprzęt elektroniczny "Unitra" i obdarował mnie garścią metalowych znaczków!

Oryginalny bilet wstępu na Międzynarodowe Targi Poznańskie z czerwca 1974 roku

Później, podczas wycieczek górskich, kupowałem kolejne znaczki w schroniskach. Gdy w 1980 roku pojawiła się „Solidarność”, starałem się zdobyć jak najwięcej przypinek związanych z tym ruchem. Znajomi i koledzy, wiedząc o moim hobby, również czasem przynosili mi różne egzemplarze. Z biegiem czasu wszystkie te znaczki trafiły na matę, która przez wiele lat wisiała w moim pokoju.

Fotografia z kwietnia 2026 roku

Kilkanaście lat po moim wyjeździe do Kanady tylko część kolekcji do mnie wróciła — i ponownie przypiąłem ją do maty, wzbogacając o kilkanaście znaczków zdobytych już w Kanadzie. Do dziś wisi ona w moim biurze i przez lata była świetnym „conversation starter” — często przyciągała uwagę klientów i prowadziła do ciekawych rozmów. Niejednokrotnie zamiast skupiać się wyłącznie na sprawach zawodowych, spędzałem sporo czasu na rozmowach, które zaczynały się od jednej małej przypinki! Bardzo miło wspominam te chwile — czasem przerywane przez sekretarkę przypominającą, że czekają już kolejni klienci. Zawsze jednak uważałem, że nie żyje się tylko po to, aby pracować, i chętnie dzieliłem się swoimi zainteresowaniami — zarówno tymi z Polski, jak i tymi rozwijanymi już w Kanadzie (o których piszę na moim blogu turystycznym: https://ontario-nature-polish.blogspot.com/).

W kolejnych wpisach będę zamieszczał zdjęcia znaczków wraz z opisami i refleksjami — pojawią się też inne ciekawe przedmioty, a czasem po prostu same wspomnienia.

Blog dostępny jest również w języku angielskim, choć mam świadomość, że poruszane tu tematy mogą być bardziej interesujące dla czytelników znających realia Polski z tamtych lat.
Jeżeli jednak ten tekst zainteresuje zagranicznych czytelników, w miarę możliwości z przyjemnością odpowiem na ich pytania. Czasami moje odpowiedzi do pozostawionych komentarzy mogą być opóźnione: gdy podróżuję, zazwyczaj rzadko kiedy używam telefonu komórkowego (traktuję go jako zło konieczne), nie mam dostępu do mojego konta, albo w ogóle nie mam dostępu do Internetu, bo na wielu terenach nie ma zasięgu telefonii komórkowej. 

Na koniec zaznaczam, że część informacji będzie pochodziła z Wikipedii oraz innych źródeł internetowych.

Blogs are also available in the English language / Blogi są również dostępne w języku angielskim

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz