Mój pierwszy autograf w małym, niebieskim notesie pochodzi z 13 stycznia 1974 roku i — według mojej ówczesnej, odręcznej notatki — został zdobyty w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Należy do Jana Kociniaka (1937–2007), aktora, którego później zapamiętałem m.in. z epizodycznej roli w filmie Stanisława Barei „Miś” (1980). Z biegiem lat ten pierwszy podpis nabrał dla mnie szczególnego znaczenia — nie tylko jako pamiątka, ale także jako początek całej kolekcji.
Byłem wówczas częstym bywalcem Sali Kongresowej, gdzie odbywały się koncerty, spektakle i różnego rodzaju wydarzenia artystyczne. Duże znaczenie miało też to, że mój ojciec przez jakiś czas miał dostęp do (często bezpłatnych) biletów, dzięki czemu stosunkowo często uczestniczyłem w takich imprezach.
| Source: Wikimedia Commons (CC license) |

Stworzysz wspaniałe archiwum, jeśli o każdym autografie dodasz jego historię, może coś o osobistych wspomnieniach z daną osobą.
OdpowiedzUsuńPostaram się napisać wszystko, co pamiętam. Oczywiście, z większością takich osób spotkania trwały zaledwie kilka lub kilkanaście sekund. Ale były też bardziej osobiste. Już pracuję nad następnymi 13 autografami, a mam ich dobrze ponad setkę.
OdpowiedzUsuńBogate masz archiwum! Podziwiam, bo ja nie zbieram autografów, takie, po które stałam kolejce mam tylko trzy :-)
OdpowiedzUsuńTo było wspaniałe hobby, gdy miałem 12–19 lat — i nie pamiętam, aby ktokolwiek z moich kolegów szkolnych miał podobne zainteresowanie. Później już tylko sporadycznie zbierałem dedykacje w książkach. Obecnie, gdy piszę o nich na blogu, ponownie dowiaduję się bardzo wiele o tych osobach, a przy okazji mogę też „przemycić” trochę wspomnień z czasów PRL-u.
UsuńJako że w Warszawie się urodziłam I całe życie tu mieszam to bywałam też w Sali Kongresowej na.roznych występach. To były wielkie przeżycia słuchać i oglądać wybitnych artystów na scenie. Zdarzało się też widzieć kogoś wybitnego w tym samym lub bliskim rzędzie foteli.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i dziękuję za wizytę na moim blogu.
Na Sali Kongresowej byłem zapewne ponad 20 razy, na różnych występach — to było naprawdę świetne miejsce. Szczególnie dobrze pamiętam koncerty SBB.
UsuńOczywiście odbywały się tam również zjazdy PZPR, na które przyjeżdżali przywódcy „bratnich krajów”, z Breżniewem na czele. Na jednym z moich blogów podróżniczych zamieściłem trochę informacji o Pałacu Kultury oraz film z YouTube, na którym widać, jak pijany (!) Breżniew „dyryguje” Edwardem Gierkiem i salą pełną delegatów podczas śpiewania „Międzynarodówki”. Na szczęście to nagranie zachowało się dla potomności!
Pozdrawiam Warszawiankę!
Gratuluje autografu - będę tutaj częściej zaglądał :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! Właśnie pracuję nad kolejnymi wpisami — trochę pracy to wymaga, ale robię to z dużą przyjemnością 🙂
UsuńWspominasz swoje bytności w Pałacu Kultury i prowokujesz do własnych wspomnień 😁
OdpowiedzUsuńNa pewno nie byłam na żadnym koncercie czy innym wydarzeniu w Sali Kongresowej, ale chyba Pałac zwiedzałam przy jakiejś okazji? Czasem własne wspomnienia mieszkają się ze scenami z filmów i nie wiadomo. Oczywiście najbardziej znana jest chyba scena z "Bruneta wieczorową porą", gdy Himilsbach wybiera pieniądze z fontanny.
- A ty czemu nie wrzuciłeś pieniążka?
- Bo ja tu nie chcę wrócić!
Pałac Kultury pojawiał się w wielu filmach, a szczególnie w filmach Barei, który musiał to miejsce bardzo polubić. Nawet w drugiej części „Misia”, „Rozmowy kontrolowane”, zrobionej już po śmierci Barei, PKiN gra ważną rolę się w ostatniej scenie filmu… znikając z panoramy Warszawy!
UsuńScenę świetnie pamiętam! Himilsbach to był unikalny aktor. O nim można by napisać kilka oddzielnych blogów.
Pierwsze skojarzenie to milicjant przecież:
OdpowiedzUsuń"A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był, to wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!
- Jak ja mogę przejechać matkę na szosie, jak moja matka siedzi z tyłu?
- Halo, tu ''Brzoza'', tu ''Brzoza''! Źle cię słyszę! Powtarzam, powiedział, że matka siedzi z tyłu... ''Matka siedzi z tyłu!'' Tak powiedział!" ;)
Do dziś pamiętam nie tylko tę ikoniczną scenę, ale też potężny śmiech na sali kinowej w czasie jej oglądania! I kolejną — gdy pechowy milicjant mówi: „A gdyby tu było w przyszłości przedszkole i wasz synek mały tędy przechodził w przyszłości, którego jeszcze nie macie — i nie mówcie mi, że siedzi z tyłu” — po czym podchodzi do samochodu, w którym siedzi starszy ksiądz!
UsuńZresztą cały film był prześmieszny. Gdy po raz pierwszy obejrzała go cenzorka, przyznała, że nie była w stanie zrobić żadnych notatek, bo bez przerwy się śmiała — i że będzie musiała obejrzeć go ponownie. Początkowo cenzura chciała usunąć tak wiele scen, że film straciłby sens. Na szczęście nadszedł Sierpień ’80 i film trafił do kin w następnym roku, stając się ogromnym hitem!